poniedziałek, 30 stycznia 2012

Czy oni grają na serio?


Nieobecność na Pucharze Narodów Afryki 2012 takich drużyn jak: Nigeria, Kamerun, Egipt czy Republika Południowej Afryki oraz szybkie odpadnięcie silnych ekip Senegalu i Maroka sprawiają, że cały piłkarski świat z podejrzeniem patrzy na mistrzostwa Czarnego Lądu. Z wielu stron dochodzą głosy sugerujące, że najlepsi zawodnicy najzwyczajniej odpuszczają sobie poważną grę w reprezentacji, żeby skupić się na budowaniu swej pozycji w klubie i pilnowaniu miejsca w pierwszej jedenastce. Konkurencja w europejskiej piłce klubowej jest wielka, kasa również - tak więc czy można jednoznacznie stwierdzić, że nieobecność afrykańskich potęg jest spowodowana presją drużyn klubowych?

Zdecydowanie nie, choć problem istnieje, co potwierdzić można chociażby na przykładzie Kevina-Prince'a Boatenga, który w listopadzie 2011 roku stwierdził, że jego organizmu nie stać na łączeniu obowiązków klubowych z reprezentacyjnymi. Ponadto, z gry w reprezentacji Mali jakiś czas temu zrezygnował były gwiazdor Liverpoolu - Mohamed Sissoko, podobnie jak jego doświadczony kolega z linii ataku - Frederick Kanoute. Większość gwiazd jednak nie decyduje się na taki krok. W reprezentacji Kamerunu cały czas mogliśmy patrzeć na doskonałą postawę między innymi Samuela Eto'o, Ghanę - i to mimo licznych kontuzji - zawsze wspiera Michael Essien, a reprezentacja Wybrzeża Kości Słoniowej cały czas może liczyć na takie gwiazdy jak: Didier Drogba, Salomon Kalou czy bracia Toure. Tak więc wybitni reprezentanci rezygnujący z występów dla swojego kraju są raczej wyjątkiem i chyba nie tu należy szukać przyczyn słabszej obsady tegorocznego Pucharu Narodów Afryki.

Moim zdaniem problem leży w szeroko rozumianej specyficzności rozgrywek reprezentacyjnych. Czy nie zwróciliście uwagi, że bardzo często wszelkie międzynarodowe turnieje rządzą się swoimi, często niewytłumaczalnymi prawami? Czemu Niemcy, którzy zazwyczaj podczas sezonu zawodzą w swoich klubach, na imprezach międzynarodowych zawsze są groźni? Czemu Anglicy, którzy na papierze posiadają jedną z najsilniejszych reprezentacji na świecie, często odpadają w przedbiegach lub do turnieju nawet się nie kwalifikują? Czemu Lionel Messi, który w Barcelonie strzela bramkę za bramką w reprezentacji Argentyny jest cieniem samego siebie? Rozgrywki międzykrajowe zdecydowanie różnią się od tych klubowych i tutaj możemy znaleźć choć część wytłumaczenia, dlaczego kilku podstawowych reprezentacji mogło zabraknąć w Pucharze Narodów Afryki 2012.

Kolejną rzeczą wartą uwagi jest... kolejna specyficzność. Mianowicie, specyficzność afrykańskiej piłki nożnej. Otóż, nie trzeba sięgać daleko pamięcią, aby przypomnieć sobie sensacyjne nieobecności wielkich afrykańskich reprezentacji. I to nie w Pucharze Narodów Afryki, który przez niektórych określany jest jako puchar drugiej kategorii, a w najważniejszym międzynarodowym turnieju świata - Mundialu! W 2006 roku na niemieckich boiskach Afrykę reprezentowało między innymi: Togo (startowało do eliminacji zajmując 96. miejsce w rankingu FIFA) czy Angola (84. miejsce) - zabrakło tu miejsca dla takich potęg jak: Nigeria, Kamerun, Maroko czy RPA. Należy także dodać, że cztery lata wcześniej w Japonii i Korei Południowej szalał Senegal, który do eliminacji MŚ przystąpił z 78. pozycji w rankingu FIFA. Specyficzność afrykańskich rozgrywek podkreśla także fakt, że jedna z najlepszych drużyn afrykańskich - Egipt, który wygrywał PNA między innymi w latach: 1998, 2006, 2008, 2010, ostatni raz na Mistrzostwach Świata zagrał w roku 1990 i szybko skończył je, odpadając już w fazie grupowej. Tak więc skoro na Mundial mogą wybrać się drużyny zajmujące miejsca blisko setnego w rankingu FIFA, to czemu świat wyłupiastymi oczami patrzy na Niger czy Botswanę, które wturlały się tylko do niszowego PNA?

Wymienione wyżej dane wskazują na to, że Afrykę ciężko jest jednoznacznie zrozumieć i myślę, że właśnie specyficzny, oryginalny klimat afrykańskich boisk sprawia, że bardzo często dochodzi na nich do niespodzianek. Owszem, inne czynniki - chociażby przywiązanie do europejskich pieniędzy - mogą mieć swój wpływ, jednak moja teoria jest nieco inna. Afryka żyje swoim życiem i...bardzo dobrze!

3 komentarze:

  1. Według mnie nie można porównać MŚ i PNA z jednego prostego względu. Otóż te dwa turnieje są rozgrywane w różnych momentach sezonu, a po drugie mają różną rangę. Myślę, że gdyby PNA odbywał się po sezonie, tak jak EURO, prestiż tego turnieju wógłby wzrosnąć, gdyż gwiazdy nie musiałyby wybierać między reprezentacją, a klubem. A jeśli chodzi o słabszą grę na Mundialu Anglików, czy Messiego to już jest inny problem...

    OdpowiedzUsuń
  2. Hm, z jednej strony latem faktycznie presja klubów byłaby mniejsza, jednak nie wiem, czy afrykańskie temperatury pozwoliłyby rozegrać latem taki turniej.

    A czy gwiazdy odpuszczają te rozgrywki? Też ciężko to stwierdzić jednoznacznie. No chyba, że reprezentantom Wybrzeża Kości Słoniowej czy Ghany się chce, a Kameruńczykom i Nigeryjczykom nie. Tak dla zasady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem to zależy od sytuacji zawodnika, bo jeśli jest czołową postacią i od jego obecności w klubie zależy wiele, to myślę, że taki zawodnik wybierze raczej klub. Nie ma co się oszukiwać, dzisiejszy futbol to biznes, którym rządzi pieniądz. Myślę, że gdyby nie te nieszczęsne temperatury w Afryce to władze afrykańskiej piłki już dawno przeniosłyby turniej na posezonowe terminy.

      Usuń