sobota, 18 lutego 2012
Epilog
Mistrzostwa Afryki 2012 zakończyły się już jakiś czas temu i powoli odchodzą do lamusa. Turniej zorganizowany przez Gabon i Gwineę Równikową nie zachwycił. Począwszy od organizacji, kończąc na poziomie czysto sportowym.
Telewidzów i fanów piłki nożnej z całą pewnością odrzucały puste trybuny. O ile na meczach gospodarzy, na stadionach zbierała się całkiem pokaźna liczba widzów, tak w innych spotkaniach widać było głównie puste krzesełka. Organizatorzy starali się zapełnić puste trybuny, chociażby poprzez darmowe wejściówki, lecz zapewne błąd popełniony został wcześniej - podczas promocji turnieju.
Zdecydowanie poważniejszym problemem dla fanów piłki nożnej był kiepski, niski, a czasem wręcz żenująco słaby poziom spotkań. Owszem, Puchar Narodów Afryki nigdy nie był turniejem pełnym taktycznej wirtuozerii i futbolu ułożonego. Czarny Ląd zawsze dawał nam jednak wiele powodów do uśmiechu, grad bramek i ciekawych, choć czasem kuriozalnych sytuacji. Wszystko to szło w parze ze sportową rywalizacją. W tym roku niemalże wszystkie ekipy zaprezentowały piłkę nożną pełną niepotrzebnych kiksów, nieporadności i błędów. Przez to wiele spotkań przypominało raczej polską okręgówkę niż zawody na poziomie międzynarodowym.
Ten nie najlepszy obraz został naprawiony nieco przez ciekawy, pełen dramaturgii finał, który przez kibiców piłki nożnej może być zapamiętany przynajmniej na jakiś czas. Zwycięstwo Zambii po obfitującej w zwroty akcji serii jedenastek upamiętniło tragedię, która wydarzyła się w 1993 roku u wybrzeży Gabonu, kiedy cała ówczesna reprezentacja "Chipolopolo" zginęła w wypadku samolotowym.
Oprócz widzów na trybunach i wielkiej piłki zabrakło także kilku reprezentacji i gwiazd światowego futbolu. Mimo debiutu takich krajów jak: Niger, Gwinea Równikowa czy Botswana, zdecydowanie bardziej wolałbym w ich miejscu takie zasłużone ekipy jak: Kamerun, Nigeria czy Egipt. Z całą pewnością wpłynęłoby to pozytywnie na rozwój turniejowych wydarzeń.
W Pucharze Narodów Afryki czas na zmiany. Organizatorzy turnieju postanowili powrócić do korzeni i rozgrywać mistrzostwa Afryki w latach nieparzystych, wolnych od mistrzostw Europy i Mundiali. Zmagania o tytuł najlepszej drużyny Czarnego Lądu powrócą do nas za rok na boiskach Republiki Południowej Afryki. Skrócone eliminacje do czempionatu ruszają już lada dzień i, wbrew swoim zasadom, trzymam kciuki za faworytów. Na boiskach RPA chcę zobaczyć wszystkie najlepsze reprezentacje. Na dodatek, wszystkie w najlepszej formie.
Puchar Narodów Afryki 2012 w szkolnej skali oceniam na 3-. Do afrykańskich rozgrywek nie zostałem jednak zniechęcony i zapewne "Afrykańskie Historie 2" ruszą wraz z kolejnymi mistrzostwami Afryki. Na sam koniec, pragnę podziękować wszystkim za odwiedziny, lekturę, komentarze. Afrykańskie historie można uznać za zakończone.
poniedziałek, 13 lutego 2012
PNA 2012: podsumowanie
Puchar Narodów Afryki 2012 odszedł już do historii. Turniej ten z pewnością nie będzie wspominany przez nas za kilkanaście, kilkadziesiąt lat, nie będziemy o nim opowiadać wnukom. Brak potęg dosyć wyraźnie odbił się na poziomie piłkarskim czempionatu. Wszystko to jednak bladnie przy wspaniałym finale jaki zafundowali nam piłkarze Zambii i Wybrzeża Kości Słoniowej. Szybkie tempo narzucone od początku spotkania, słupki, poprzeczki, niewykorzystany karny oraz tragiczna historia reprezentacji "Chipolopolo" będąca w tle zagwarantowały niesamowitą noc. Nadszedł jednak czas podsumowań PNA 2012.
Bramka turnieju
Piękne trafienia to to, co najmocniej przemawia do świadomości widzów i stanowi najlepszą reklamę dla turnieju. Faworytów było kilku - kapitalny rajd Gervinho, który zapewnił WKS-owi przepustkę do finału czy wspaniała, choć przypadkowa bramka Camary z meczu z Ghaną. W tym samym spotkaniu niesamowitym trafieniem popisał się jednak Emmanuel Agyemang-Badu i to jego trafienie można uznać za najpiękniejsze.
Największe odkrycia
Od fazy grupowej dwóch zawodników znacznie wybiło się na tle niemrawej reszty - Youssef Msakni z Tunezji oraz Emmanuel Mayuka, reprezentujący barwy nowych mistrzów Afryki. 21-letni zawodnik Esperance Tunis posiada niesamowitą lekkość w dryblingu, mijając rywali niczym nieruchomo stojące tyczki. Z pewnością znalazł się na liście życzeń europejskich scoutów, gdyż ma zadatki na dobrego, a nawet bardzo dobrego piłkarza.
Trochę inaczej ma się sprawa z Mayuką - uważni obserwatorzy z pewnością natknęli się już nie raz na jego nazwisko. Na co dzień reprezentuje barwy Young Boys Berno, w tym sezonie w barwach szwajcarskiej drużyny zdobył już jedenaście bramek. Szybkość, zwrotność i ambicja to jego główne zalety. Obrońcy grając przeciwko takiemu zawodnikowi muszą być podwójnie skoncentrowani, gdyż moment nieuwagi może się źle skończyć. Jego trzy bramki otworzyło Zambii drogę do tytułu.
MVP turnieju
Wybór jest tu oczywisty, i zgodny z decyzją organizatorów. Christopher Katongo. Obecnie gra w Chinach, lecz w Europie furory nie zrobił, zahaczając o takie kluby jak Arminia Bielefeld czy Skoda Xanthi. Szału nie ma, lecz po takim występie na boiskach Gwinei Równikowej i Gabonu z pewnością ustawi się po niego kolejka chętnych. Najlepiej w pakiecie z Mayuką - ten duet niesamowicie ze sobą współpracował przez cały czas trwania turnieju.
Największy dramat
Z pozoru za taki uznać można niewykorzystanie karnego przez Didiera Drogbę. Człowiek o statusie pół-Boga we własnej ojczyźnie miał poprowadzić ją do długo wyczekiwanego sukcesu, jednakże swoim strzałem oddalił, a nawet przekreślił szanse na zdobycie trofeum... Za większe nieszczęście uznaję jednak przypadek Pierre-Emericka Aubameyanga. Największa gwiazda reprezentacji Gabonu oraz najlepszy strzelec miał poprowadzić gospodarzy do półfinału. W 1/4 jednak jako jedyny nie trafił - koledzy musieli go długo pocieszać po tym, jak cały zalał się łzami. To tak jakby w ćwierćfinale Euro 2012 gwóźdź do polskiej trumny przybił Robert Lewandowski swym nieudanym uderzeniem.
(karny Aubameyanga od 10:15)
"Popisy" bramkarzy
Kennedy Mweene - to nazwisko bardzo dobrze zapamiętają kibice oglądający finał. Już w pierwszym dniu rozgrywek stał się obiektem kpin po tym jak udowodnił, że linie pola karnego nie mają dla niego żadnego znaczenia...
W finale o mały włos nie powtórzył tego wyczynu - gdy złapał jedną z piłek, nogami był poza własnym polem karnym. Trzeba mu jednak oddać iż był jednym z lepszych, jeśli nie najlepszym bramkarzem turnieju. Na początku półfinałowego spotkania z Ghaną wybronił karnego wykonywanego przez Asamoaha Gyana. Późniejsza bramka Mayuki dała awans do upragnionego finału.
Jeśli chodzi o jedenastki, to ten turniej był bardzo udany dla bramkarzy - z siedmiu strzałów z linii jedenastego metra tylko trzy znalazły drogę do siatki. Prawdziwym urokiem afrykańskich czempionatów są jednak bramkarskie wtopy. Najefektowniejszą i najdotkliwszą w skutkach popełnił tunezyjski bramkarz, Aymen Mathlouthi, który do fachowców w swej specjalizacji z pewnością nie należy. To ten błąd zabrał jego rodakom szansę na awans do półfinału, już w dogrywce meczu z Ghaną.
(od 1:37)
Klęski faworytów
Jeżeli ktoś myślał, że sensacje w PNA 2012 zakończyły się w eliminacjach, to był w sporym błędzie. Jadąca po medal reprezentacja Senegalu oraz Maroko, które przyjechało go Gabonu z niemniejszymi ambicjami odpadły już po dwóch kolejkach fazy grupowej. Podopieczni Erica Geretsa nie pozostawili po sobie złego wrażenia, lecz brak awansu został uznany za tragedię. A Belg nie został zwolniony, gdyż musiałby otrzymać zbyt duże odszkodowanie. Czwarte miejsce dla Ghany w tym kraju również uznane zostało na porażkę. Liczyło się tylko złoto.
Postawa gospodarzy
Międzynarodowa zbieranina przypadkowych piłkarzy, jakich nie powstydziłby się Franciszek Smuda, grająca pod szyldem Gwinei Równikowej zupełnie niespodziewanie awansowała do ćwierćfinałów. Pokonanie faworyzowanego Senegalu pozostaje największym sukcesem w historii tejże reprezentacji, najsłabszej jaka kiedykolwiek pojawiła się na tym turnieju. Piłkarze nie mogą być niezadowoleni - tylko za pokonanie Libii dostali milion dolarów do podziału. Szanse awansu do strefy medalowej pogrzebali jednak w meczu z Zambią. Porażka zdecydowała o tym, iż w ćwierćfinale nie trafili na Sudan, tylko Wybrzeże Kości Słoniowej.
Drugi, mniej medialny gospodarz Gabon również poradził sobie całkiem nieźle. Historię ich odpadnięcia już znamy, lecz w fazie grupowej odprawili wspomniane wcześniej Maroko po fantastycznym meczu obfitującym w liczne zwroty akcji, oraz bramki w ostatnich minutach gry.
Polskie akcenty
Wszelcy tropiciele polskich wątków w wielkich turniejach mieli w tym roku ułatwione zadanie. W druzynie Burkina Faso znalazło się dwóch przedstawicieli naszej rodzimej Ekstraklasy. Zarówno Abdou Razack Traore jak i Prejuce Nakoulma nie poszaleli w reprezentacji "Ogierów", nie mówiąc już o wypromowaniu się, pokazaniu swych umiejętności szerszej publiczności.
... and the Oscar goes to...
Narcisse Ekanga! Reprezentant Gwinei Równikowej uznany został już najgorszym symulantem na świecie i jest żywym dowodem na to, iż nadmierne oglądanie El Clasico szkodzi. Tego się nie da opisać słowami, to po prostu trzeba zobaczyć.
To nie miało szans powodzenia
Nad podsumowaniem turnieju cały czas dzielnie pracujemy. W tak zwanym "międzyczasie" postanowiłem już na spokojnie, z chłodną głową przeanalizować to, co wydarzyło się zeszłego wieczoru. A doszło do rzeczy niesłychanych i niesamowitych.
Pierwsza rzecz niesłychana - kasa, kasa, kasa...
Przeglądając najpopularniejszy i chyba najbardziej miarodajny portal wyceniający poszczególnych zawodników - transfermarkt.de doznałem lekkiego szoku. Otóż, według ekspertów tworzących witrynę, cała reprezentacja Zambii warta jest mniej więcej tyle, co... ćwierć pomocnika Manchesteru City - Yayi Toure. Wszyscy piłkarze "Chipolopolo" razem wzięci zostali wycenieni przez transfermarkt.de na 8.775.000 €, natomiast gwiazda Premiership na bagatela - 35.000.000 €. Co więcej, na ławce rezerwowych siedział zawodnik (i nawet się z niej nie podniósł!), który od reprezentacji Zambii droższy jest o ponad 14 milionów euro. Mowa tu o napastniku CSKA Moskwa - Seydou Doumbii. I już na sam koniec finansowej wyliczanki, wczoraj rzuty karne przestrzelili piłkarze o łącznej wartości 38.500.000 €. Warto dodać, że najwyżej wycenianym piłkarzem Miedzianych Pocisków jest Emmanuel Mayuka - za niego, według transfermarkt.de, trzeba zapłacić całe 4.500.000 €. On karnego trafił bez problemu.
Druga rzecz niesłychana - czyste konto
Jeśli ktoś przed turniejem powiedziałby mi, że Wybrzeże Kości Słoniowej nie przegra w regulaminowym czasie żadnego meczu, przy tym nie tracąc żadnej bramki i mimo to, nie wygra Pucharu Narodów Afryki, śmiało stwierdziłbym, że mam do czynienia z osobą niepoczytalną. Piłka nożna pokazała jednak po raz kolejny swój niesamowity charakter i udowodniła, że absolutnie wszystko jest możliwe.
Trzecia rzecz niesłychana - Duchy Zambii
Zambia Puchar Narodów Afryki wygrała po raz pierwszy w historii i absolutnie niesamowite jest to, że zdobyła go w miejscu, gdzie w 1993 roku doszło do wielkiej narodowej tragedii. Patrząc na modły Zambijczyków po wygranej serii rzutów karnych i na zdjęcia takie jak te, które zamieściłem poniżej, sprawiają, że zaczynam wierzyć w duchy.
“You may be gone, but you will never be forgotten. We’ve come here 19 years after to pay tribute and to say thank you for everything that you did for mother Zambia,” Bwalya said to his former team-mates. Then, he turned to the men who will take the field on Sunday. “I’m sure the boys up there will be watching.”
Call it enormous expectation, call it destiny, call it one of the little miracles that make sport about so much more than a game, but this what Zambia have to play for. The only thing standing between them and a poetic ending are 11 Ivorians. Not just any Ivorians, the golden generation of the country’s footballers who have their own destiny to fulfil.
Czy po tych słowach można było przegrać?
Horror Jedenastek
Puchar Narodów Afryki 2012 przeszedł do historii i choć cały turniej był mocno przeciętny, spotkanie finałowe dostarczyło nam niesamowitych emocji. W szczególności konkurs rzutów karnych, który w dramatycznych okolicznościach wygrała reprezentacja Zambii, zdobywając tytuł najlepszej drużyny Afryki pierwszy raz w historii.
Dzielni Zambijczycy zaprezentowali w meczu z faworyzowanym Wybrzeżem Kości Słoniowej to, co pozwoliło im wywalczyć awans do wielkiego finału. Skoncentrowani na grze defensywnej nie pozwolili rozwinąć skrzydeł swoim rywalom, a w groźnych kontrach kilka razy zabrakło im szczęścia. Mecz zakończył się wynikiem 0:0, dogrywka też nie przyniosła zmiany rezultatu, lecz kibice na brak emocji narzekać nie mogli. Finały często są ciężkostrawne. Drużyny boją się stawki, grają zachowawczo. Dziś było inaczej - spotkanie finałowe było zdecydowanie najciekawszym pojedynkiem rozegranym podczas tegorocznego Pucharu Narodów Afryki i na pewno przejdzie do historii.
Mecz finałowy można by zatytułować krótko: "Horror Jedenastek". Pierwszy boiskowy dramat przeżył Didier Drogba, największy gwiazdor Wybrzeża Kości Słoniowej, który jeszcze w regulaminowym czasie gry przestrzelił rzut karny. Potem, decydująca o mistrzostwie seria jedenastek również przyniosła nie lada emocje. Obie drużyny wykonywały rzuty karne jak w transie, raz po raz strzelając nie do obrony. Drugi boiskowy dramat przeżył bramkarz Zambii - Mweene, który prawidłowo obronił rzut karny wykonywany przez zawodnika Wybrzeża Kości Słoniowej, lecz sędzia niesłusznie dopatrzył się błędu zambijskiego bramkarza. W powtórce Souleymane Bamba już się nie pomylił.
Na kolejne dramaty musieliśmy czekać dość długo, gdyż obie reprezentacje rzuty karne wykonywały absolutnie wzorowo. Trzeci dramat rozegrał się przy udziale gwiazdy Manchesteru City - Kolo Toure. Obrońca Słoni wziął niezwykle drugi rozbieg, lecz jego strzał spokojnie sparował Kennedy Mweene. Kolejne emocje przyszły niebawem, gdyż pierwszego "meczbola" Zambijczycy fatalnie przestrzelili i wszystko zaczęło się od nowa. Chwilę później Miedziane Pociski otrzymały kolejny dar od gwiazdy Premiership. Tym razem fatalnie pomylił się Gervinho i Zambia miała drugą piłkę meczową. W decydującej serii zimną krew zachował Stophira Sunzu, który chwilę później utonął w objęciach kolegów z drużyny. Zambia wygrała konkurs jedenastek 8-7 i została mistrzem Afryki.
Piękna historia zatoczyła koło. Zambijczycy zdobyli Puchar Narodów Afryki po raz pierwszy i to na dodatek w miejscu, gdzie kilkanaście lat temu zginęli reprezentanci, którzy szanse na zdobycie tego prestiżowego trofeum mieli bardzo duże. Dziś Zambia triumfowała będąc skazana na porażkę. W decydujących momentach, po raz kolejny zawiodły największe gwiazdy reprezentacji Wybrzeża Kości Słoniowej, która nadal musi czekać na upragniony złoty medal. Puchar Narodów Afryki należy jednak do Zambii, która sięgnęła po niego dzięki niezwykłej determinacji i woli walki. W Gabonie stworzyła się dzisiaj przepiękna historia, o której kibice piłki nożnej będą pamiętać przez wiele lat.
Teraz czas ochłonąć. Od jutra zaczniemy podsumowywać już nieco bardziej na spokojnie to, co wydarzyło się na boiskach Gwinei Równikowej i Gabonu. Zambia mistrzem Afryki - to wiadomość dnia.
niedziela, 12 lutego 2012
Do przerwy 0:0
Do przerwy w stolicy Gabonu mamy 0:0 i wreszcie możemy śmiało stwierdzić, że oglądamy dobre piłkarskie widowisko. Mimo bezbramkowego remisu, obie reprezentacje nie kalkulują. Słonie starają się grać atakiem pozycyjnym, natomiast Zambia sprytnie kontratakuje i po pierwszej odsłonie meczu, to Miedziane Pociski zrobiły na mnie nieco lepsze wrażenie. Kapitalnie prezentują się Emmanuel Mayuka i Christopher Katongo.
Bramek nie mieliśmy, ale były pierwsze łzy. Dość szybko, bo już po kilkunastu minutach boisko musiał opuścić Joseph Musonda, który schodząc nie wstydził się płaczu. Za około godzinę może jednak płakać ze szczęścia - wszystko w rękach jego kolegów, którzy absolutnie nie są bez szans.
Duchy Zambii
Przed zbliżającym się wielkimi krokami finałem natknąłem się na trzy bardzo ciekawe artykuły dotyczące tragedii, która dotknęła reprezentację Zambii w 1993 roku. Zapraszam do lektury:
- Zambia przed i po katastrofie (1993). Cz. I: IO w Seulu 1988 i Puchar Narodów Afryki 1990-1994
- Katastrofa samolotu z reprezentacją Zambii (1993). Część II: Derby Mankinka
- A Wojciech Łazarek mówił, by nie lecieli
Jakże pięknie byłoby, gdyby Zambijczycy zdobyli pierwszy w historii złoty medal mistrzostw Afryki w miejscu wielkiej piłkarskiej tragedii, która miała miejsce u wybrzeży Gabonu.
Wszystko mi mówi, że...
Do zakończenia Pucharu Narodów Afryki 2012 pozostał jeden mecz. Ten najważniejszy. Dziś wieczorem na Stade d'Angondjé w Libreville faworyzowane Wybrzeże Kości Słoniowej podejmie Zambię. Pierwsi będą chcieli udowodnić, że są zdecydowanie najsilniejszą drużyną Czarnego Lądu. Drudzy spróbują zrobić niespodziankę, jednocześnie oddając hołd tragicznie zmarłym kolegom, którzy rozbili się w 1993 roku u wybrzeży Gabonu.
Bukmacherzy już wiedzą. Za złotówkę postawioną na zwycięstwo Wybrzeża Kości Słoniowej można wygrać niewiele, bo złoty pięćdziesiąt. Więcej ugrają Ci, którzy zaufają Zambijczykom. W przypadku wygranej Miedzianych Pocisków, bukmacherzy płacą około siedem złotych za każdą postawioną złotówkę. Faworyt jest jeden i w stolicy Gabonu musiałby się wydarzyć cud, żeby to Zambijczycy, pierwszy raz w historii sięgnęli po mistrzostwo Afryki.
Dzisiejszy mecz będzie prawdziwym pojedynkiem Europy z resztą świata. Wśród piłkarzy Wybrzeża Kości Słoniowej, tylko jeden - Kader Keita nie reprezentuje klubu europejskiego. Zarabia petrodolary w katarskim Al-Sadd. Zgoła odmienna sytuacja panuje w reprezentacji Zambii. Tam tylko dwóch piłkarzy reprezentuje kluby europejskie - Chisamba Lungu rosyjski Ural Oblast i Emmanuel Mayuka szwajcarskie Young Boys. Reszta ekipy gra głównie w zespołach afrykańskich, reprezentując głównie rodzimą ligę, a także rozgrywki klubowe: Republiki Południowej Afryki, Demokratycznej Republiki Konga i Sudanu. Biorąc pod uwagę walory czysto piłkarskie i siłę reprezentowanych przez zawodników obu reprezentacji klubów zdecydowaną przewagę mają piłkarze Wybrzeża Kości Słoniowej. To nie ulega wątpliwości.
Co może uratować Zambię? Głównie fakt, że grają bez presji. Słonie ten turniej wygrać muszą, Miedziane Pociski mogą - i tu należy upatrywać szansy podopiecznych Hervé Renarda. Wybrzeże Kości Słoniowej do zwycięstwa w Pucharze Narodów Afryki przymierzane jest ostatnimi czasy, co dwa lata. W tegorocznym turnieju, pod nieobecność Nigerii, Kamerunu czy Egiptu, jedyną drużyną, która teoretyczne mogła zatrzymać Słonie była Ghana. Czarne Gwiazdy zaprezentowały się jednak zdecydowanie poniżej oczekiwań, więc ewentualna wpadka Słoni, z niedocenianą przed turniejem Zambią, sensacją byłaby olbrzymią.
Jak będzie wyglądał mecz? Od pierwszych minut inicjatywę przejmą wielcy faworyci. Zambia skupi się na grze defensywnej i jeśli obrońcy Miedzianych Pocisków staną na wysokości zadania i zatrzymają ofensywę gwiazd Premiership, wtedy wszystko może się wydarzyć. Co prawda, Wybrzeże Kości Słoniowej na tym turnieju nie straciło jeszcze bramki, ale może zabójcze kontry Zambii rozmontują obronę Słoni?
Mecz o 20.30 na Eurosporcie. Zapewne coś tu jeszcze napiszę przed spotkaniem, a na pewno po jego zakończeniu. Mój typ? 2:0 dla Wybrzeża Kości Słoniowej.
PS. W prawym górnym rogu ekranu króciutka ankieta. Kto wygra według Was?
sobota, 11 lutego 2012
Brązowe Orły
Pomyliłem się o jedną bramkę, za co brązowych medalistów Pucharu Narodów Afryki 2012 osobiście przepraszam. Zgodnie z moimi przewidywaniami, w "małym finale" mistrzostw Afryki Orły okazały się lepsze od Czarnych Gwiazd, które tegorocznego turnieju na pewno nie zapamiętają dobrze. Czwarte miejsce to zdecydowanie wynik poniżej oczekiwań naszpikowanej gwiazdami reprezentacji Ghany, a odmłodzone, przebudowane Mali świętuję - trzecie miejsce Orłów prowadzonych przez doświadczonego Seydou Keitę to wielki sukces, na który Malijczycy zasłużyli.
Dzisiejsze spotkanie o trzecie miejsce było kolejnym meczem walki, podczas którego zdecydowanie lepiej poradzili sobie Malijczycy. Dwie bramki Cheicka Diabate dały Orłom zasłużone brązowe medale, natomiast reprezentanci Ghany po raz kolejny zagrali nieporadnie i po raz kolejny kończyli mecz w osłabieniu. Taka postawa nie mogła wystarczyć na dobrze zorganizowaną reprezentację Mali, która w nagrodę za wygrany mecz zajęła najniższe miejsce na podium PNA 2012.
Jutro wielki finał i, mówiąc szczerze, mam mieszane uczucia. Z jednej strony zazwyczaj kibicuję drużynom skazywanym na porażkę, z drugiej strony Drogbie i Zokorze mistrzostwo Afryki w piłkarskim CV należy się jak psu buda, tak więc wszystko wskazuje na to, że finał PNA 2012 spędzę spokojnie, bez niepotrzebnych emocji. A na temat meczu o złoty medal bloguję jutro od rana. Zapraszam.
Zambijski plan sześcioletni zakończony powodzeniem
"To, że stajemy przed możliwością zagrania meczu ku czci reprezentantom Zambii zmarłym w 1993 roku musiało być nam przeznaczone", stwierdził po wygranej z Ghaną Herve Renard. Awans do finału afrykańskiego czempionatu jest zwieńczeniem planu sześcioletniego autorstwa Kalushy Bwalyi. Prezes zambijskiej federacji oraz najlepszy gracz w historii kraju postępuje zupełnie inaczej niż inni afrykańscy włodarze. Futbol na czarnym kontynencie cierpi na notoryczną krótkowzroczność. Zagraniczni trenerzy najczęściej zatrudniani są tuż przed mistrzostwami, co nie wpływa w pozytywny sposób na wyniki. Bwalya postąpił inaczej. Gdy nie sprawdził się w roli trenera, postanowił zarządzać zambijską piłką z prezesowskiego stołka. W 2006 roku nakreślił plan, zgodnie z którym grupa młodych piłkarzy miała trzymać się razem przez lata. Przez sześć wiosen 70-80% składu pozostawało niezmienne, o czym wielokrotnie mówił Christopher Katongo. 29-latek jest jedną z największych gwiazd kadry. Projekt powoli zaczął przynosić efekty. Jeszcze w 2008 roku nie udało się przebrnąć fazy grupowej PNA, jednak dwa lata później Zambia tylko minimalnie przegrała w ćwierćfinale. Dziś jest w finale, czekając niecierpliwie na mecz z Wybrzeżem Kości Słoniowej.
Można powiedzieć, że wszystko co dobre w zambijskim futbolu związane jest z obecnością Bwalyi. To on ustrzelił hat-tricka Włochom podczas Igrzysk Olimpijskich w Seulu, największego triumfu w historii "Chipolopolo". Po tragedii w 1993 roku wokół niego zbudowano zupełnie nową reprezentację. Również on doprowadził do teraźniejszego sukcesu, wraz z Herve Renardem.
W 2008 roku Zambia poszukiwała trenera, który "nigdy wcześniej nie prowadził afrykańskiej reprezentacji, młodego, oraz mającego coś do udowodnienia". Renard spełnił wszystkie warunki. Z afrykańskim futbolem miał już styczność - był asystentem Claude'a Le Roya w Ghanie. Współpraca nie przebiegała jednak bezproblemowo. Powody pewnych decyzji Renarda spowite są mgłą tajemnicy. Tuż po osiągnięciu ćwierćfinału PNA 2010 z Zambią zrezygnował z pracy. Wybrał bardziej lukratywną ofertę z Angoli, którą opuścił po... czterech miesiącach. W Angoli dalej wszyscy zastanawiają się, co kryło się za taką decyzją Renarda. W efekcie w eliminacjach do tegorocznego PNA Zambię prowadził Włoch Dario Bonetti, zwolniony... dwa dni po uzyskaniu awansu. Zastąpił go Renard, który w międzyczasie zdążył zahaczyć jeszcze o ligę algierską.
W zespole "Chipolopolo" zaszczepił chęć do ciężkiej pracy, poświęcenia oraz zbudował prawdziwą drużynę, posiadającą "team spirit". Gwiazdą Zambii nie są piłkarze, jest nią cała drużyna. Piłkarze znają się od podszewki, wszak większość gra ze sobą od dobrych kilku lat. To świetnie widać na boisku. Zabójczą bronią "Miedzianych pocisków" są szybko wyprowadzane kontrataki, które uśmierciły już faworyzowane ekipy Senegalu czy Ghany. "Wszyscy wierzymy w wizję Renarda", powtarzają jak mantrę kibice, piłkarze oraz zambijscy działacze. Już przed meczem z Ghaną Isaac Chansa apelował do związkowych władz o przedłużenie kontraktu z trenerem. Jeżeli w niedzielę Zambii uda się sięgnąć po trofeum, będzie to jedna z większych sensacji ostatnich lat. Ważniejsze od samego zwycięstwa jest jednak to, że mecz rozgrywany jest w Libreville. Miejsca, które na stałe wpisało się w historię kraju. To tu przed dziewiętnastoma laty wydarzyła się najstraszniejsza tragedia w historii Zambii. W stolicy Gabonu pogrzebana została "złota generacja" zambijskiego futbolu.
Dzień 27 kwietnia 1993 roku wielokrotnie wspominał Kalusha Bwalya. Czternasty piłkarz w plebiscycie FIFA z 1996 roku miał udać się na mecz eliminacji Mistrzostw Świata z Senegalem samemu, gdyż jako jedyny reprezentant Zambii grał w Europie, w PSV Eindhoven.
- Właśnie miałem wyjść by pobiegać, gdy zadzwonił do mnie księgowy z federacji w Lusace. Zazwyczaj kontaktowała się ze mną sekretarka, jednak podejrzewałem, że telefon ma związek z moją podróżą. Księgowy brzmiał dziwnie, wypytywał mnie o rzeczy w stylu "Jak się czujesz, Kalusha?", "Nic złego się nie dzieje?". Przeciągał rozmowę w ten sposób, nie wiedziałem co się dzieje. Nie był w stanie przekazać mi tych strasznych wieści. Powiedział tylko, że muszę odłożyć swoją podróż - dopiero po chwili Bwalya dowiedział co się stało. Samolot wojskowy, którym podróżowała reprezentacja Zambii spadł do morza, niedaleko Libreville. Trzydzieści osób, w tym osiemnastu piłkarzy zginęło. Nikt nie przeżył. Wśród ofiar był chociażby Derby Mankinka, który w sezonie 1991/92 reprezentował barwy Lecha Poznań.
Do wypadku być może by nie doszło, gdyby nie katastrofalny w skutkach błąd pilota. Po drugim tankowaniu, w Libreville, przestał działać jeden z silników. Pilot wyłączył silnik. Ten działający poprawnie. Samolot runął do wody podczas startu, wraz z nim mężowie oraz ojcowie, a przede wszystkim bohaterzy narodowi. Sześciu z tych piłkarzy brało udział w pamiętnym meczu z Włochami. Byli o krok od awansu na Mundial, pierwszy w historii. "Największy skarb narodowy zniknął", płakał cały kraj.
Wszyscy reprezentanci zostali pochowani razem, na zewnątrz stadionu narodowego. To na nim gromadziły się tysiące kibiców pogrążonych w bólu. Wielu z nich nie wyobrażało sobie, by mogli jeszcze kiedykolwiek oglądać piłkę nożną. Nastrój histerii podsycały liczne teorie spiskowe związane z wypadkiem. Pojawiały się różne hipotezy - od przypadkowego zestrzelenia samolotu rakietą przez gabońskiego żołnierza, przez bombę na pokładzie, po podejrzenia że wszyscy tak naprawdę żyją i są przetrzymywani w Gabonie, a znalezione ciała były szczątkami więźniów politycznych z tego kraju. Skądś chyba znamy takie historie. Rodziny ofiar do dziś domagają się odtajnienia wszystkich akt.
''Musimy walczyć dalej. Nie wiem, jak długo zajmie nam budowanie drużyny, ale nie możemy się poddać", stwierdził Bwalya na pogrzebie swoich kolegów. Nikt nie miał co do tego wątpliwości, to była naturalna decyzja. Natychmiast uformowano zupełnie nową reprezentację, która miała dokończyć eliminacje. W przełożonym z oczywistych powodów spotkaniu z Senegalem niezgrana jeszcze ekipa zdołała zremisować. Mecz rozegrano niecałe trzy miesiące po tragedii. Gdy w rewanżowym spotkaniu z "Lwami Terangi" Zambia wygrała aż 4-0 nadzieje kraju na awans do Mundialu rozbłysły. Wystarczyło nie przegrać z Marokiem. Niestety, w Casablance minimalnie górą okazali się gospodarze. Wyjazd do USA okazał się niemożliwy. Pamięć poległych bohaterów uczczono jednak niemalże rok po ich śmierci. Zambia została wicemistrzem Afryki, po raz drugi w historii.
- Gdyby nie ten wypadek, Zambia byłaby dzisiaj na zupełnie innym piłkarskim poziomie. Z zawziętością oraz ambicją tych piłkarzy, prawdopodobnie wygralibyśmy co najmniej raz lub dwa Puchar Narodów Afryki oraz zadebiutowali w końcu w Mistrzostwach Świata, wspomina Chongo Kabange, zambijski dziennikarz.
Od tej pory Bwalya miał jasny cel - nie pozwolić zapomnieć nowemu pokoleniu o tej straszliwej tragedii oraz nawiązanie do ich wyników. To on zaszczepia w piłkarzach obecnej kadry duch patriotyzmu, przypominając im dlaczego ten turniej jest tak ważny. Nie grają dla siebie, tylko dla całego, 12-milionowego kraju.
Herve Renard na każdym kroku podkreśla wagę tych wydarzeń z 1993 roku, grę na patriotycznych nutach wykorzystuje jako element motywacji swoich piłkarzy. Trenerem jest jednak nieugiętym. Przed ćwierćfinałami odesłał do domu Clifforda Mulengę, który wraz z dwoma anonimowymi kolegami złamał ustanowione przez niego zasady - opuścił hotel w nocy. Jako jedyny nie przeprosił za swoją niesubordynację, wobec czego został odesłany do domu. Na konferencjach prasowych niejednokrotnie uciszał przeszkadzających mu dziennikarzy. Francuz jest perfekcjonistą - zadowolony jest tylko z wyników swojej ekipy, w grze najchętniej jeszcze sporo by poprawił. Rezultaty są imponujące. Tylko dwóch piłkarzy gra na co dzień w Europie, najbardziej znany jest 21-letni Emmanuel Mayuka z Young Boys Berno. Drugi, Chisamba Lungu występuje na zapleczu rosyjskiej ekstraklasy. Jakby tego było mało, aż siedmiu podopiecznych gra w zambijskich klubach, które - eufemistycznie mówiąc - do potęg na kontynencie afrykańskim nie należą.
Zdolna młodzież wyselekcjonowana przed paru laty, mądre prowadzenie zespołu i federacji czy brak presji przyczyniły się do osiągnięcia sukcesu przez Zambię. Już po ćwierćfinale Renard narzekał, że... w internecie ciężko znaleźć informacje o jego zespole. O tym, jaki głód sukcesu panował w tym kraju świadczy fakt, że po wygranej z Ghaną... prostytutki z Lusaki oferowały uciechy zupełnie za darmo. Wielu uważa, że władze powinny zapewnić darmowe prezerwatywy, gdyż nie wiadomo co się będzie działo po finale. Zdarzyło się również pobicie mężczyzny, który zbyt długo korzystał z darmowych przyjemności. Jakby tego było mało, kapitan zespołu, Christopher Katongo został awansowany na chorążego za "prezentowanie przykładnego modelu rządzenia, które zaowocowało dobrą postawą zespołu".
Kilka miesięcy po katastrofie Kalusha twierdził: "W Afryce wierzymy, że dusze muszą być zaspokojone. Jeśli ktoś umiera, wszystko musi pójść po myśli tej osoby. Ich duchy wspierają nas. Nie zostały zapomniane". Trudno wątpić w prawdziwość tych słów patrząc na przypadek Zambii. Zwycięstwo w jutrzejszym meczu z Wybrzeżem Kości Słoniowej byłoby niesamowitym zwieńczeniem tej historii i kolejnym dowodem na to, że piłka nożna potrafi być niesamowita.
piątek, 10 lutego 2012
Komu medale?
Już jutro poznamy pierwszych medalistów mistrzostw Afryki 2012. Jak to zwykle bywa w spotkaniach o trzecie miejsce, faworyta wskazać jest niezwykle trudno. Wydaje się, że piłkarsko lepiej prezentuje się ekipa Ghany, która już w tym turnieju udowodniła wyższość nad Malijczykami, pokonując ich w grupie 2:0. O tamtym spotkaniu należy już jednak zapomnieć, gdyż sytuacja w turnieju jest zdecydowanie odmienna.
Ghana jest smutna. W półfinałowym spotkaniu z Zambią byli faworytami, na boisku przeważali, lecz to Miedziane Pociski wystrzeliły w kierunku finału, głównie dzięki skutecznej obronie i sprytnym kontratakom. Ghana płakała, smuciła się, lecz awansu do upragnionego finału im to nie dało. I teraz należy się zastanowić: czy Czarne Gwiazdy środową porażkę postarają się zamienić w sportową złość i przejadą się po Mali, czy wręcz przeciwnie - zniechęceni porażką z Zambią już myślą o rozgrywkach klubowych? Szczerze mówiąc, bliżej mi do tej drugiej opcji.
Zdecydowanie w innej sytuacji jest Mali. Orły miały zostać pokonane przez Słonie i zostały, a że porażka była skromna i po wyrównanej walce, Malijczycy nie mają sobie absolutnie nic do zarzucenia. Na dodatek, Mali przyjechało na Puchar Narodów Afryki 2012 składem odmłodzonym, przebudowanym. Medal dla tych chłopaków byłby wielkim sportowym sukcesem i na pewno nie zostałby potraktowany jako nagroda pocieszenia. Czy jednak Malijczyków stać piłkarsko na ogranie Ghany? Może być ciężko, ale dopóki piłka w grze...
Mój typ? Mali, skromnie - 1:0.
środa, 8 lutego 2012
Czy ktoś ich zatrzyma?
Wybrzeże Kości Słoniowej mistrzem Afryki było tylko raz i to w dość odległej historii. W 1992 roku na boiskach Senegalu popularne Słonie ograły po dramatycznej serii rzutów karnych (11-10) reprezentację Ghany i odebrały złote metale przygotowane dla mistrzów Czarnego Lądu. Od tego czasu reprezentacja Wybrzeża Kości Słoniowej miała swoje wzloty i upadki, lecz od kilku lat cały świat patrzy na występy Słoni i ze zdumieniem przeciera oczy, pytając: jakim cudem tak silna ekipa nie może sięgnąć po Puchar Narodów Afryki?!
Wydaje się, że po tym turnieju o takich pytaniach będziemy mogli zapomnieć. W półfinałowym pojedynku z Mali reprezentacja Wybrzeża Kości Słoniowej znów wygrała i znów nie straciła bramki. Słonie zagrały niezwykle uważnie, dominowały nad Malijczykami w każdym aspekcie piłkarskiego rzemiosła i całkowicie zasłużenie awansowały do wielkiego finału. Zresztą, od samego początku zmagań Wybrzeże Kości Słoniowej gra niezwykle dojrzale i, co ważne, wreszcie nie jest zlepkiem indywidualności, a solidnie współpracującą drużyną. Wydaje się, że ten turniej musi być ich. Dziś pokonali Mali, w niedzielę przyjdzie czas na pojedynek z Zambią i tylko cud może sprawić, że ekipa Miedzianych Pocisków znajdzie sposób na świetnie dysponowane Słonie.
Wybrzeże Kości Słoniowej przyjechało tu z jasno nakreślonym celem i na razie wszystko idzie po ich myśli. Warto dodać także, że w 1992 roku, kiedy Słonie jedyny raz triumfowały w PNA, zakończyły turniej bez straty choćby jednego gola. Teraz są w stanie wyczyn ten powtórzyć i przyozdobić go innym osiągnięciem. Wtedy Wybrzeże Kości Słoniowej wygrało turniej notując trzy remisy (w grupie z Kongo, w półfinale z Kamerunem i w finale z Ghaną), teraz ma szanse zaliczyć prawdziwy "perfect" - wygrać wszystko, nie tracąc przy tym ani jednej bramki. Co na to Zambia?
Nie będzie wielkiego finału
Przed rozpoczęciem Pucharu Narodów Afryki 2012 media i specjaliści wskazywali dwóch wyraźnych faworytów: Wybrzeże Kości Słoniowej i Ghanę. Pretendenci do tytułu szli niemalże łeb w łeb i wszystko wskazywało na to, że spotkają się w wielkim finale i tam bezpośrednio rozstrzygną, która drużyna w Afryce jest najlepsza. W tym momencie wiemy, że do takiego meczu na PNA 2012 nie dojdzie. A przynajmniej nie w meczu finałowym. Zambia pokonała 1:0 Ghanę i Czarne Gwiazdy zagrają tylko o trzecie miejsce.
Pierwsze spotkanie półfinałowe nie zachwyciło - zgodnie z moimi przypuszczeniami. Na samym początku nieco lepiej prezentowała się Zambia, lecz po chwili do głosu doszła Ghana. Czarne Gwiazdy miały nawet doskonałą, najlepszą z możliwych szansę na otwarcie wyniku meczu. Asamoah Gyan fatalnie jednak wykonał jedenastkę i na tablicy wyników nadal widniał bezbramkowy remis. Kolejne minuty meczu upływały pod znakiem spokojnych ataków Ghany i rozsądnych akcji zaczepnych Zambii. Do poziomu spotkania można mieć jednak spore zastrzeżenia, znowu brakowało tempa i futbolowej walki. Mieliśmy za to niespodziankę. W 78. minucie precyzyjnym strzałem popisał się Emmanuel Mayuka i Zambia wyszła na niezbyt zasłużone prowadzenie. Pięć minut później drugą żółtą kartką ukarany został pomocnik Ghany - Derek Boateng i sytuacja Czarnych Gwiazd zrobiła się niezwykle skomplikowana. Do końca spotkania, mimo kilku sytuacji do wyrównania, Ghana nie zdołała strzelić bramki i faworyci turnieju zagrają tylko o brązowy medal.
Za niespełna godzinę Wybrzeże Kości Słoniowej podejmie Mali. Mecz do obejrzenia w Gabonie lub na Eurosporcie.
Dziś poznamy finalistów
Za mniej niż godzinę na Estadio de Bata w Gwinei Równikowej wybiegną ekipy Zambii i Ghany, aby rozpocząć półfinałowe boje. O godzinie 20.00 w stolicy Gabonu, Libreville batalię o finał stoczą reprezentacje Wybrzeża Kości Słoniowej i Mali. Jednoznacznie faworytów wskazać jest trudno. Ciężko także stwierdzić, czy wreszcie będzie naprawdę ciekawie.
W pierwszym pojedynku na papierze wyraźnymi faworytami wydają się Czarne Gwiazdy, które przed rozpoczęciem turnieju były wymieniane w roli głównych pretendentów do tytułu. W mistrzostwach Afryki 2012 Ghana radzi sobie całkiem nieźle. Z silnie obsadzonej grupy D wyszła na pierwszym miejscu, notując tylko jeden remis - 1:1 w ostatnim meczu z Gwineą. W ćwierćfinale reprezentanci Ghany trafili na Tunezyjczyków i pokonali ich dopiero dzięki szczęściu, które uśmiechnęło się do nich w dogrywce. Czy można więc śmiało stwierdzić, że to Ghana jest wyraźnym faworytem pierwszego półfinału? Według mnie, nie. Zambia od kilku lat zaczęła głośno pukać do afrykańskiej czołówki - do Pucharu Narodów Afryki kwalifikowała się od dobrych kilkudziesięciu lat, natomiast w roku 2010 odpadła dopiero po w ćwierćfinale, kiedy po rzutach karnych okazała się słabsza od Nigerii. W tym roku popularni Chipolopolo wykonali kolejny krok do przodu. Fazę grupową przeszli z łatwością, w ćwierćfinale spokojnie ograli Sudan i teraz przyszedł czas na prawdziwy test, w którym dzielni Zambijczycy nie są skazani na porażkę. Wręcz przeciwnie, Ghana ma swoje słabości, nie gra doskonale i jeśli podopieczni Herve Renarda utrzymają koncentrację przez 90. minut mogą wywalczyć niespodziewany awans do wielkiego finału.
O drugie miejsce w decydującym spotkaniu powalczą ekipy Wybrzeża Kości Słoniowej i Mali. Słonie idą przez turniej jak burza: cztery zwycięstwa, osiem zdobytych bramek, zero straconych. Kadrowo są zdecydowanie najsilniejszą ekipą na turnieju. Wydają się być także niezwykle skupieni i skoncentrowani w swoich poczynaniach i myślę, że to będzie właśnie turniej Wybrzeża Kości Słoniowej. Armia Françoisa Zahoui'ego musi jednak najpierw przejść malijską przeszkodę, a to wcale nie musi być takie łatwe. Mali na tym turnieju nie zachwyca, a wręcz gra mocno przeciętnie. Malijczycy Puchar Narodów Afryki 2012 zaczęli od zupełnie niezasłużonej wygranej nad reprezentacją Gwinei, dzięki której zdobyli przepustkę do kolejnej rundy, plasując się na drugim miejscu w grupie tuż za Ghaną, z którą wcześniej przegrali 0:2. Po męczarniach w ostatnim meczu grupowym z Botswaną, w którym podopieczni Alaina Giresse'a nawet przegrywali, przyszedł czas na ćwierćfinał, w którym Orły znowu wróciły z bardzo dalekiej podróży. Przez niemalże całą drugą połowę meczu Mali przegrywało z Gabonem, lecz bramka Diabate w 84. minucie wlała nadzieję w malijskie serca. W dogrywce Orły poczekały na rzuty karne i był to strzał w dziesiątkę. Serię jedenastek Mali wygrało i dziś zmierzy się z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Teoretycznie faworyta już znamy. Zobaczymy jednak, czy po raz kolejny Malijczykom nie uda się przeturlać czy też prześlizgnąć do kolejnej rundy turnieju.
Czy półfinały będą ciekawe? Raczej nie, choć to Afryka i wszystko może się wydarzyć. Wydaje się jednak, że na boiska wyjdą ekipy wysoce zorganizowane taktycznie, które znając stawkę meczu będą starały się bramki przede wszystkim nie stracić. Trzeba więc liczyć na to, że w obu spotkaniach wynik otworzy się już w pierwszych minutach meczu. Wtedy powinno być ciekawie.
Na transmisję półfinałowych spotkań zapraszam do Eurosportu :-)
wtorek, 7 lutego 2012
Krótki przekaz z Anglii
Dzisiaj, przed kilkoma chwilami, przeglądając wyniki angielskiej Premiership zatrzymałem się nieco dłużej przy meczu Newcastle-Aston Villa, aby sprawdzić jak poradzili sobie senegalscy piłkarze, którzy przecież tak zawiedli na boiskach Gwinei Równikowej. Szczerze mówiąc, lekko zdziwiłem się, kiedy okazało się, że trzy punkty gospodarzom zapewnili Ci piłkarze, którzy mieli ciągnąć do przodu reprezentację Lwów Terangi: Demba Ba oraz Cisse.
I teraz rodzi się niby łatwe, ale zastanawiające pytanie: w Anglii mają lepszych asystentów, dzięki którym Senegalczycy potrafią trafiać do bramki, czy może po prostu na boiskach Premiership reprezentantom Senegalu chce się bardziej niż na turnieju o mistrzostwo Afryki?
Sam już nie wiem, ale coś jest na rzeczy...
poniedziałek, 6 lutego 2012
Nie ma już gospodarzy
Zgodnie z moimi przewidywaniami, niedzielne ćwierćfinały były zdecydowanie bardziej wyrównane niż pojedynki sobotnie. Co ciekawe, po raz kolejny doszło do sytuacji, w której przyszło nam oglądać jednego dnia dwa bardzo podobne spotkania. W sobotę faworyzowane drużyny postanowiły wygrać 3:0, natomiast wczoraj umówiły się na zacięte 1:1. Do prawdziwej symetrii zabrakło nam tylko rzutów karnych w pojedynku Ghana-Tunezja.
W pierwszym meczu ćwierćfinałowym doszło do prawdziwego dramatu gospodarzy. Kiedy w 55. minucie największa gwiazda Gabonu - Pierre-Emerick Aubameyang asystował przy bramce Erica Mouloungui, wydawało się że będzie to wieczór wychowanka AC Milan. Mijały minuty, a Gabon z każdą upływającą sekundą był bliżej upragnionego, półfinałowego pojedynku z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Misternie budowana konstrukcja runęła w 84. minucie, kiedy wprowadzony kilka minut wcześniej Cheick Diabate doprowadził do wyrównania. Prawdziwy dramat Gabonu i wyżej wspomnianego Pierre-Emericka Aubameyanga rozpoczął się, kiedy ten podszedł do jedenastki i zrobił coś takiego:
Chwilę później Mali wygrało konkurs jedenastek, który decydował o awansie do półfinału i serca, umysły oraz dusze gabońskich fanów pogrążyły się w smutku. Największa gwiazda drużyny zawiodła w najważniejszym momencie i Gabon swoje marzenia o wielkiej chwale musi odłożyć na potem. A Malijczycy? Jak to Malijczycy, przepchnęli się przez rozgrywki grupowe, teraz uciekli spod gilotyny w meczu z Gabonem - czy starczy im szczęścia na mecz z Wybrzeżem Kości Słoniowej?
Wyrównany, aczkolwiek nudny pojedynek zafundowały nam drużyny Ghany i Tunezji. Dość szybko na prowadzenie po ciekawie rozwiązanym rzucie rożnym wyszły Czarne Gwiazdy, lecz Orły Kartaginy doprowadziły do wyrównania jeszcze przed przerwą. W drugiej połowie obie reprezentacje bały się postawić wszystko na jedną kartę. Tunezyjczycy ewidentnie czekali na dogrywkę i karne, natomiast Ghana niby próbowała, niby się starała, lecz więcej w tym było udawania niż prawdziwego futbolu. Mocno przeciętny poziom spotkania podsumowała katastrofalna interwencja tunezyjskiego bramkarza, który w 101. minucie meczu pogrzebał szanse reprezentacji Tunezji na awans do półfinału. Przez ostatnie minuty meczu Orły Kartaginy rzuciły się do rozpaczliwych ataków, lecz wrzutki "na aferę" nie przyniosły zamierzonego rezultatu i po nudnych, niezbyt przyjemnych dla oka dwóch godzinach piłkarskiej męczarni, do kolejnej rundy awansowała Ghana.
Teraz czas na półfinały. W środę zmierzą się ze sobą Wybrzeże Kości Słoniowej z Mali oraz Ghana z Zambią. O tych meczach już wkrótce.
sobota, 4 lutego 2012
Zambia i WKS w półfinałach
W pierwszych meczach ćwierćfinałowych nie doszło do żadnych niespodziewanych rozstrzygnięć. Faworyci gładko wygrali swoje mecze i zarówno Zambia, jak i Wybrzeże Kości Słoniowej mogą w spokoju oczekiwać spotkań półfinałowych.
Przed rozpoczęciem rywalizacji wydawało mi się, że pojedynek Zambia-Sudan będzie zdecydowanie bardziej wyrównany niż mecz między potęgą afrykańskiej piłki, Wybrzeżem Kości Słoniowej, a debiutantem na PNA - Gwineą Równikową. Myliłem się. W pierwszym ćwierćfinale, rozgrywanym przy niemalże pustych trybunach, Zambia gładko przejechała się po Sudanie, który nawet za bardzo nie wykazywał chęci do walki. Zambijczycy po kwadransie gry objęli prowadzenie, natomiast dzieła zniszczenia dokonali w drugiej połowie meczu, kiedy najpierw kuriozalną bramkę zdobył Katongo (Sudańczycy zapomnieli, że po rzutach karnych ich wykonawcy mogą dobijać nieudany strzał), a potem biernie stojących na boisku Pustynnych Jastrzębi dobił Chamanga. Mecz Zambia-Sudan w historii afrykańskiej piłki nożnej się nie zapisze. Miedziane Pociski wykonały swoje zadanie, spokojnie awansowały do półfinału, gdzie zmierzą się ze zwycięzcą ćwierćfinału: Ghana-Tunezja.
Mimo że mecz Wybrzeża Kości Słoniowej z Gwineą Równikową zakończył się takim samym wynikiem jak pierwszy ćwierćfinał, dostarczył nam zdecydowanie więcej ciekawych akcji, walki i sytuacji do analizy. Przede wszystkim, wielkie brawa należą się współgospodarzom turnieju, którzy przystępowali do turnieju skazywani na porażkę, a długimi momentami potrafili walczyć jak równy z równym z głównym faworytem turnieju. Wydawało się, że po pechowo straconej bramce na 0:1 cała koncepcja gry Gwinei Równikowej runie niczym domek z kart. Dzielni Kameruńczycy, Nigeryjczycy, Hiszpanie i Brazylijczycy nie przestraszyli się gwiazd Premiership i odważnie, a jednocześnie rozważnie, ruszyli do ataków. Ich akcje były składne, kilka razy pod bramką Boubacara Barry'ego zrobiło się naprawdę gorąco, ale Gwinei Równikowej zabrakło wyrachowania i być może, zabrakło zawodnika, który pociągnąłby tę reprezentację do przodu. Silne osobowości miało w swoim składzie Wybrzeże Kości Słoniowej, które po kapitalnych bramkach: Didiera Drogby i Yaya Toure zapewniło sobie udział w kolejnej fazie turnieju. Tam być może Słoniom przyjdzie zmierzyć się z Gabonem - czyżby więc pomarańczowa armia miała stać się prawdziwym postrachem gospodarzy?
piątek, 3 lutego 2012
Najciekawsze postacie
Jeśli Tunezyjczykom marzy się medal Pucharu Narodów Afryki 2012, muszą liczyć, że ich 21-letnia gwiazda wzniesie się na wyżyny swoich umiejętności. W pierwszych trzech meczach turnieju Youssef Msakni dwukrotnie wpisał się na listę strzelców, przez co znacznie przyczynił się do spokojnego awansu Orłów Kartaginy do fazy pucharowej mistrzostw Afryki. Ten ofensywnie usposobiony pomocnik aktualnie reprezentuje barwy tunezyjskiego Esperance Sportive de Tunis i jeśli w kolejnych meczach turnieju nadal będzie zachwycał swoją techniką i kreatywnością, w przyszłości zapytać o niego mogą czołowe kluby europejskie. Z takimi osądami trzeba być jednak ostrożnym - ileż to już mieliśmy w historii gwiazd jednego turnieju?
Gaboński Neymar miał być wiodącą postacią gospodarzy turnieju, gwarancją bramek i opoką, na której Czarne Pantery zbudować miały awans do ćwierćfinału. Faza grupowa Pucharu Narodów Afryki 2012 jednoznacznie potwierdziła - wychowanek AC Milan stanął na wysokości zadania i w tej chwili, z trzema trafieniami jest absolutnie na czele klasyfikacji strzeleckiej. Na dodatek, Aubameyang strzelał bramki niezwykle ważne: otwierając wynik meczu z Nigrem, doprowadzając do remisu w dramatycznym spotkaniu z Marokiem oraz ustalając wynik pojedynku z Tunezją. Czyżby po długiej, nudnej tułaczce (Aubameyang co sezon był wypożyczany do innego klubu przez AC Milan) teraz przyjdzie czas na prawdziwe zawojowanie Europy? Zobaczymy. Na razie Aubameyanga kojarzymy głównie ze szkółką Milanu i trzema dobrymi spotkaniami na PNA - to zdecydowanie za mało, aby uzyskać status gwiazdy.
Pana oznaczonego przeze mnie numerem trzy, niestety nie będzie nam dane zobaczyć w kolejnych meczach turnieju, jednak swoją postawą w fazie grupowej sprawił, że ciężko o nim nie wspomnieć. To właśnie szybki skrzydłowy Stuttgartu reprezentujący barwy Gwinei był motorem napędowym tego zespołu, który w ataku prezentował się bardzo miło dla futbolowego oka. Owszem, czasem za bardzo chciał, często przesadzał, grał chaotycznie, jednak Traore umiejętności ma i jeśli nie zagubi się w swojej karierze, dojrzeje, wtedy nie jeden obrońca na świecie będzie miał z nim poważne problemy. Na razie musi przełknąć gorycz porażki, którą niewątpliwie jest odpadnięcie Gwinei z Pucharu Narodów Afryki i skupić się w stu procentach na solidnej pracy w VfB Stuttgart, gdzie pod okiem Bruno Labbadii może stać się jednym z czołowych skrzydłowych Bundesligi.
Jak widać, trzy najciekawsze w mojej opinii postacie fazy grupowej PNA 2012 reprezentują drużyny, które rywalizowały w grupach C i D. Myślę, że to kolejny znak, który tylko utwierdza mnie w przekonaniu, że to właśnie wśród tych drużyn należy szukać przyszłego triumfatora PNA. Na sam koniec zapraszam do komentarzy - Wam też na pewno wpadł w oko jakiś ciekawy grajek, tylko kto?
czwartek, 2 lutego 2012
Dla kogo półfinały?
Nie ma się co oszukiwać, Puchar Narodów Afryki 2012 do tej pory nie zachwyca i miejmy nadzieję, że po średniej fazie grupowej przyjdzie czas na zdecydowanie lepszą część pucharową. A szanse na to są - w grze zostało kilka ciekawych reprezentacji i każda z nich zrobi wszystko, aby przygodę z PNA 2012 zakończyć ze złotymi medalami na piersiach. Przyjrzyjmy się zatem, co czeka nas w ćwierćfinałach.
Zdecydowanie ciekawiej zapowiadają się pojedynki między przedstawicielami grup: C i D, które poziomem zaczęły odstawać od reszty stawki już podczas fazy grupowej. Mecze Gabon-Mali i Ghana-Tunezja mogą dostarczyć kibicom mistrzostw Afryki mnóstwa sportowych wrażeń i trochę szkoda, że ktoś z tej czwórki będzie musiał odpaść. Osobiście kibicuje Tunezyjczykom, ale misja pokonania świetnie zorganizowanej Ghany może być niezwykle trudna. Jeśli jednak Orły Kartaginy uporządkują grę w obronie, a Msakni wzbije się na wyżyny swoich umiejętności, wtedy nawet Czarne Gwiazdy będą musiały drżeć o swój dalszy los w turnieju. W pojedynku Gabon-Mali faworyta wskazać jest ciężko. Gabon, niesiony dopingiem tysięcy fanów, przeszedł jak burza fazę grupową i wydaje się, że mimo nieco słabszej kadry, to właśnie Czarne Pantery będą minimalnymi faworytami ćwierćfinału. Zobaczymy jednak jak na gospodarzy turnieju zadziała presja kibiców i rosnących oczekiwań - tu także wszystko się może zdarzyć.
Zdecydowanie słabiej prezentują się dwa pierwsze ćwierćfinały. Mecz Zambia-Sudan piłkarsko raczej nie zachwyci, natomiast w meczu Wybrzeża Kości Słoniowej z Gwineą Równikową faworyt jest tylko jeden i nawet gdyby gospodarze turnieju zagrali słynnym ustawieniem 4-3-3-3, to wyeliminować Słoni nie zdołają. W sobotę będzie więc raczej nudno. Zaczyna się walka o przetrwanie - zacznie się szaleństwo czy kunktatorstwo?
Moje typy:
Zambia - Sudan
Wybrzeże Kości Słoniowej - Gwinea Równikowa
Ghana - Tunezja
Gabon - Mali
A Wy jak obstawiacie?
Grupo D, dziękuję!
Zgodnie z moimi przewidywaniami, grupa D dostarczyła nam zdecydowanie najwięcej sportowych wrażeń i trochę szkoda, że choćby jedna drużyna więcej nie mogła awansować dalej. Spotkania w grupie D stały zdecydowanie na najwyższym piłkarskim poziomie, a także dostarczały nam najwięcej emocji - jak chociażby wczoraj, kiedy sytuacja w grupie zmieniała się jak w kalejdoskopie.
Koniec końców, pierwsze miejsce w grupie zajęła Ghana, a drugą lokatę wywalczyło Mali. Takie rozstrzygnięcia oczywiście nie powinny nikogo dziwić, ale wielkie brawa należą się także reprezentacji Gwinei, która była naprawdę blisko, aby sprawić niespodziankę i awansować dalej. Gwinejczykom zabrakło jednak spokoju i wyrachowania, przez co z czterema punktami zajęli trzecie miejsce w grupie. Mimo zerowego dorobku punktowego, wstydzić się swojego występu nie powinna również Botswana. Dzielni debiutanci fatalnie zagrali jedynie w meczu z Gwineą, natomiast w dwóch pozostałych spotkaniach odważnie stawiali opór potęgom afrykańskiej piłki - Mali i Ghanie.
Teraz czas na dwa dni przerwy w turnieju. Próżnować jednak nie zamierzamy i w przerwie od piłkarskich zmagań postaramy się podsumować to, co dotychczas działo się na boiskach Gwinei Równikowej i Gabonu.
środa, 1 lutego 2012
Gabon po raz trzeci
Gospodarze turnieju po raz kolei zaimponowali. Wygrywając 1:0 nad dotychczas bardzo dobrze radzącą sobie Tunezją sprawiło, że z kompletem zwycięstw Gabończycy wysłali do rywali jasny sygnał: chcemy w tym turnieju powalczyć o pełną pulę.
Wczorajsze spotkania rozczarowały. Gabon przez cały mecz grał bardzo spokojnie, kontrolując przebieg spotkania. Remis dawał gospodarzom awans z pierwszego miejsca, tak więc szalonych ataków Czarnych Panter było jak na lekarstwo - zresztą, bardzo słusznie. Spotkanie lepiej zaczęła Tunezja, lecz wraz z upływem czasu do głosu zaczęli dochodzić gospodarze, którzy wygrali to spotkanie zasłużenie. Tunezyjczycy pozostawili po sobie jednak całkiem dobre wrażenie i jeśli poprawią grę w defensywie, w ćwierćfinale nie będą skazani na porażkę.
Dzisiejszego dnia naprawdę gorąco będzie w grupie D, gdzie o awans biją się trzy silne drużyny: Ghana, Gwinea oraz Mali. Teoretycznie największe szanse na awans mają Czarne Gwiazdy i Orły. Niespodziankę może jednak sprawić Gwinea, która zarówno w przegranym meczu z Mali, jak i wyraźnie wygranym z Botswaną zaprezentowała się naprawdę dobrze. Wieczorny pojedynek: Ghana-Gwinea zapowiada się więc pasjonująco i najprawdopodobniej zadecyduje o ostatecznym układzie grupy D.
wtorek, 31 stycznia 2012
Sensacji nie było
Wczorajsze spotkania ostatniej kolejki grupy B dostarczyły nam nieco więcej wrażeń niż te rozgrywane dzień wcześniej, które kończyły rywalizację w grupie A. Co prawda, do żadnych sensacji nie doszło, ale do pewnej niespodzianki owszem - z turniejem pożegnała się Angola, która w dwóch pierwszych kolejkach wygrała i zremisowała swoje spotkania. Angola odpadła dość pechowo, no ale jeśli nie potrafi się strzelić choćby bramki grającej drugim składem reprezentacji Wybrzeża Kości Słoniowej, to nie mamy o czym rozmawiać. Na nieporadności Czarnych Antylop skorzystała reprezentacja Sudanu, która wygrywając 2:1 z Burkina Faso przeskoczyła w tabeli na drugie miejsce, wyprzedzając Angolę różnicą jednej bramki. To się nazywa szczęście!
Do przodu ciągle prą Słonie, które fazę grupową zakończyły bez straty punktu i bramki. Teraz w ćwierćfinale czekają ich współgospodarze turnieju - kopciuszek zwany Gwineą Równikową. Wydaje się, że przeszkoda to dla Słoni żadna, tak więc wszystko wskazuje na to, że ten turniej może wreszcie okazać się dla Wybrzeża Kości Słoniowej przełomowy. No bo ile to już razy Drogba i przyjaciele byli wielkimi faworytami, a odpadali zbyt szybko? W tym roku zatrzymać Słonie będzie niezwykle trudno.
Dziś o godzinie 19.00 polecam mecz Gabon-Tunezja. W drugiej kolejce spotkań Gabończycy stoczyli pasjonujący bój z Marokiem o trzy punkty, a dziś będą chcieli za wszelką cenę wywalczyć pierwsze miejsce, co prawdopodobnie pozwoli uniknąć w ćwierćfinale niezwykle silnej reprezentacji Ghany. Tunezja walczy o to samo, więc ciekawie być musi, a przynajmniej powinno.
poniedziałek, 30 stycznia 2012
Czy oni grają na serio?
Nieobecność na Pucharze Narodów Afryki 2012 takich drużyn jak: Nigeria, Kamerun, Egipt czy Republika Południowej Afryki oraz szybkie odpadnięcie silnych ekip Senegalu i Maroka sprawiają, że cały piłkarski świat z podejrzeniem patrzy na mistrzostwa Czarnego Lądu. Z wielu stron dochodzą głosy sugerujące, że najlepsi zawodnicy najzwyczajniej odpuszczają sobie poważną grę w reprezentacji, żeby skupić się na budowaniu swej pozycji w klubie i pilnowaniu miejsca w pierwszej jedenastce. Konkurencja w europejskiej piłce klubowej jest wielka, kasa również - tak więc czy można jednoznacznie stwierdzić, że nieobecność afrykańskich potęg jest spowodowana presją drużyn klubowych?
Zdecydowanie nie, choć problem istnieje, co potwierdzić można chociażby na przykładzie Kevina-Prince'a Boatenga, który w listopadzie 2011 roku stwierdził, że jego organizmu nie stać na łączeniu obowiązków klubowych z reprezentacyjnymi. Ponadto, z gry w reprezentacji Mali jakiś czas temu zrezygnował były gwiazdor Liverpoolu - Mohamed Sissoko, podobnie jak jego doświadczony kolega z linii ataku - Frederick Kanoute. Większość gwiazd jednak nie decyduje się na taki krok. W reprezentacji Kamerunu cały czas mogliśmy patrzeć na doskonałą postawę między innymi Samuela Eto'o, Ghanę - i to mimo licznych kontuzji - zawsze wspiera Michael Essien, a reprezentacja Wybrzeża Kości Słoniowej cały czas może liczyć na takie gwiazdy jak: Didier Drogba, Salomon Kalou czy bracia Toure. Tak więc wybitni reprezentanci rezygnujący z występów dla swojego kraju są raczej wyjątkiem i chyba nie tu należy szukać przyczyn słabszej obsady tegorocznego Pucharu Narodów Afryki.
Moim zdaniem problem leży w szeroko rozumianej specyficzności rozgrywek reprezentacyjnych. Czy nie zwróciliście uwagi, że bardzo często wszelkie międzynarodowe turnieje rządzą się swoimi, często niewytłumaczalnymi prawami? Czemu Niemcy, którzy zazwyczaj podczas sezonu zawodzą w swoich klubach, na imprezach międzynarodowych zawsze są groźni? Czemu Anglicy, którzy na papierze posiadają jedną z najsilniejszych reprezentacji na świecie, często odpadają w przedbiegach lub do turnieju nawet się nie kwalifikują? Czemu Lionel Messi, który w Barcelonie strzela bramkę za bramką w reprezentacji Argentyny jest cieniem samego siebie? Rozgrywki międzykrajowe zdecydowanie różnią się od tych klubowych i tutaj możemy znaleźć choć część wytłumaczenia, dlaczego kilku podstawowych reprezentacji mogło zabraknąć w Pucharze Narodów Afryki 2012.
Kolejną rzeczą wartą uwagi jest... kolejna specyficzność. Mianowicie, specyficzność afrykańskiej piłki nożnej. Otóż, nie trzeba sięgać daleko pamięcią, aby przypomnieć sobie sensacyjne nieobecności wielkich afrykańskich reprezentacji. I to nie w Pucharze Narodów Afryki, który przez niektórych określany jest jako puchar drugiej kategorii, a w najważniejszym międzynarodowym turnieju świata - Mundialu! W 2006 roku na niemieckich boiskach Afrykę reprezentowało między innymi: Togo (startowało do eliminacji zajmując 96. miejsce w rankingu FIFA) czy Angola (84. miejsce) - zabrakło tu miejsca dla takich potęg jak: Nigeria, Kamerun, Maroko czy RPA. Należy także dodać, że cztery lata wcześniej w Japonii i Korei Południowej szalał Senegal, który do eliminacji MŚ przystąpił z 78. pozycji w rankingu FIFA. Specyficzność afrykańskich rozgrywek podkreśla także fakt, że jedna z najlepszych drużyn afrykańskich - Egipt, który wygrywał PNA między innymi w latach: 1998, 2006, 2008, 2010, ostatni raz na Mistrzostwach Świata zagrał w roku 1990 i szybko skończył je, odpadając już w fazie grupowej. Tak więc skoro na Mundial mogą wybrać się drużyny zajmujące miejsca blisko setnego w rankingu FIFA, to czemu świat wyłupiastymi oczami patrzy na Niger czy Botswanę, które wturlały się tylko do niszowego PNA?
Wymienione wyżej dane wskazują na to, że Afrykę ciężko jest jednoznacznie zrozumieć i myślę, że właśnie specyficzny, oryginalny klimat afrykańskich boisk sprawia, że bardzo często dochodzi na nich do niespodzianek. Owszem, inne czynniki - chociażby przywiązanie do europejskich pieniędzy - mogą mieć swój wpływ, jednak moja teoria jest nieco inna. Afryka żyje swoim życiem i...bardzo dobrze!
niedziela, 29 stycznia 2012
Grupa A rozstrzygnięta
Cudów nie było, wielkich emocji także zabrakło. W grupie A wszystko już mamy jasne - z pierwszego miejsca awansowała dobrze przygotowana do turnieju Zambia, natomiast drugą lokatę dość sensacyjnie zajęła reprezentacja Gwinei Równikowej. Największą niespodzianką jest jednak postawa Senegalu, który z faworyta mistrzostw Afryki szybko stał się ich pośmiewiskiem - Lwy Terangi do domu wrócą na tarczy, bez żadnego punktu.
Przed ostatnią serią spotkań niemalże wszystko było jasne. Najbliżej awansu były ekipy Zambii i współgospodarzy z Gwinei Równikowej. Na cud liczyła Libia. I mimo że dzielni przedstawiciele Afryki Północnej poradzili sobie z fatalnie spisującym się w turnieju Senegalem, wynik równolegle toczącego się pojedynku: Zambia-Gwinea Równikowa nie oznaczał dla Zielonych niczego dobrego. Dzisiejszego dnia dobrze nie zapamiętają także współgospodarze turnieju, którzy przegrywając z Zambią zdecydowanie skomplikowali sobie sytuację w Pucharze Narodów Afryki. Wszystkie znaki na niebie i ziemi mówią, że w ćwierćfinale typowani na outsiderów Gwinejczycy zmierzą się z potęgą afrykańskiej i światowej piłki - Wybrzeżem Kości Słoniowej.
A wszystko to przez dzisiejszą porażkę 0:1 z Zambią, która jednocześnie była pierwszą stratą punktów szalejących do tej pory reprezentantów (?) Gwinei Równikowej. Stratą jednak niezwykle bolesną, bo to dzięki dzisiejszemu zwycięstwu Zambia wyprzedziła gospodarzy turnieju i wygrała, zresztą zasłużenie, grupę A. O dzisiejszych meczach ciężko powiedzieć coś więcej niż to, że się odbyły. Co najgorsze, jutro zapewne będzie podobnie, gdyż w grupie B również wydaje się być wszystko jasne. Nieco ciekawiej powinno zrobić się podczas dwóch ostatnich dni fazy grupowej Pucharu Narodów Afryki. We wtorek Gabon zagra z Tunezją o pierwsze miejsce w grupie C, natomiast we środę Ghana, Mali i Gwinea stoczą bój ostateczny o miejsce w ćwierćfinale. Oj, tam to się będzie działo!
sobota, 28 stycznia 2012
Senegal, czyli długa droga w dół
"Puchar słabeuszy", "wytwór piłkarskopodobny", "piłka nożna w pierwotnym wydaniu" - takie głosy dało się słyszeć przed rozpoczęciem Pucharu Narodów Afryki. Były one spowodowane w większości brakiem takich reprezentacji jak Kamerun, Egipt, RPA czy Nigeria, czyli drużyn będących w samym czubku hierarchii na Czarnym Lądzie. Jakby tego było mało, z turniejem pożegnał już się już Senegal. "Lwy Terangi" pod nieobecność wyżej wymienionych ekip były obok Wybrzeża Kości Słoniowej i Ghany głównymi kandydatami do końcowego triumfu. Jednak czy Senegal zasługuje na miano afrykańskiej potęgi? Może taki osąd sprawy spowodowany jest wyłącznie wspomnieniami z 2002 roku, gdy Senegalczycy zaszokowali świat swymi występami podczas pamiętnych Mistrzostw Świata? Senegalska sensacja
Wszyscy chyba pamiętamy dokładnie azjatycki mundial, od którego minęła już dekada. Dekada, która miała być dla Senegalu nieustanną drogą wzwyż światowej hierarchii piłkarskiej. Te dziesięć lat okazały się jednak jednym wielkim pasmem udręk oraz nieustannych rozczarowań. Już awans Senegalu na mistrzostwa świata rozgrywane w Korei Południowej oraz Japonii był nie lada sensacją. Pod koniec XX wieku reprezentacja ta nie kwalifikowała się nawet na Puchar Narodów Afryki, a w chwili rozpoczęcia decydującej fazy eliminacji do Mundialu zajmowała w rankingu FIFA 79 miejsce, 14 na Czarnym Lądzie. Dziś te miejsca okupują odpowiednio Gwinea oraz Burkina Faso, czyli afrykańscy średniacy - wystarczająco mocni by awansować na Puchar Narodów Afryki, zdecydowanie za słabi na udział w Mistrzostwach Świata. Wielkich nadziei na awans nie dawała również wylosowana grupa , w których Maroko (2 miejsce w Afryce w rankingu FIFA), Egipt (4), Algieria (13) były silniejsze od Senegalu, natomiast Namibia (19) niewiele ustępowała. Oczywiście ranking FIFA nie jest najrzetelniejszym oraz najobiektywniejszym źródłem informacji, jednak daje ogólny pogląd na ówczesną siłę drużyn.
Początek eliminacji był mało optymistyczny - trzy remisy z wyżej notowanymi rywalami wstydu nie przynosiły, jednak sprawiły iż kibice mogli powoli żegnać się z marzeniami o wyprawie do Azji. W kolejnych pięciu meczach Senegal wygrał czterokrotnie, w tym w "meczu o sześć punktów" z Maroko. Tym zwycięstwem podopieczni Henriego Michela zapewnili sobie wyprzedzenie "Lwów Atlasu" w grupie. Przed ostatnią, ósmą kolejką eliminacji Senegalczycy liczyli na Algierczyków, którzy musieli urwać punkty Egiptowi. Sytuacja znana jest polskim kibicom - w eliminacjach do niemieckiego mundialu kibicowaliśmy Holendrom by wygrali z Czechami. "Lisy Pustyni" wyrządziły przysługę "Lwom Terangi", niczym "Oranje" Polakom - zremisowali z Egiptem, a narodowym bohaterem Senegalu został Farid Ghazi, który strzelił wyrównującą bramkę. Co się działo na azjatyckim pamiętamy doskonale. Oczy całego świata zwrócone były na mecz otwarcia, w którym urzędujący mistrzowie świata oraz Europy, Francuzi, mieli rozgnieść Senegal. "Lwy Terangi" pokonały jednak byłych panów kolonialnych po bramce Papa Bouby Diopa. Bramce, która wpisała się na stałe w historię senegalskiego oraz światowego futbolu, podobnie jak i spontaniczna, typowo afrykańska radość podopiecznych Bruno Metsu. Euforia w kraju była ogromna, prezydent Abdoulaye Wade zadecydował po tym meczu ogłosił święto narodowe.
Remisy z Danią i Urugwajem dały debiutantowi na imprezie tej rangi niespodziewany awans do kolejnej rundy. W 1/8 finału odprawieni po dogrywce zostali Szwedzi. Sposób na "Lwy Terangi" znaleźli dopiero Turcy, którzy zgasili nadzieję "Czarnego Lądu". To Senegal miał zostać pierwszą afrykańską drużyną, która awansuje do półfinału światowego czempionatu, zespół, który zjednał sobie większość postronnych kibiców.
Zespół ten stworzył od Bruno Metsu. Śmiało można powiedzieć, że gdyby nie on nigdy nie bylibyśmy świadkami tej niesamowitej historii. Tuż po Mundialu porzucił Senegal, jednak w trakcie prowadzenia tej reprezentacji przeszedł na Islam, przyjmując imię Abdul Karim. Reprezentację pozostawił swemu asystentowi, Stéphane'owi Guyowi, samemu wyruszając na podbój azjatyckich boisk. Niespełna rok temu zwolniono go z funkcji szkoleniowca reprezentacji Kataru, jednak nową pracę znalazł dosyć szybko. Petrodolary zarabia w Al-Gharafie, czołowym klubie tego kraju.
Krajobraz po Mundialu
"Lwy Terangi" nagle z afrykańskiego średniaka stał się kontynentalną potęgą. 20 z 23 piłkarzy powołanych na Mundial grało na co dzień we Francji. Były to wówczas w większości średnie kluby lub broniące się przed spadkiem (AS Monaco, Sochaux) lub występujące w niższych ligach (Saint-Etienne, Racing Strasbourg). Czterech piłkarzy stanowiło o sile RC Lens, wicemistrza kraju. Po Mundialu senegalscy piłkarze byli rozchwytywani przez kluby z czołowych lig. Aż czterech członków ówczesnego składu natychmiast przeprowadziło zamieniło Francję na Anglię - na Anfield Road zawitali El-Hadji Diouf oraz Salif Diao, natomiast Aliou Cisse i Ferdinand Coly przeprowadzili się do Birmingham, by grać w zespole o tej samej nazwie. Cała czwórka okazała się jednak wielkim rozczarowaniem w dłuższej perspektywie, oddano ich do innych klubów bez żalu. Po roku od zakończeniu Mundialu Inter Mediolan wzmocnił Khalilou Fadiga, jednak na Giuseppe Meazza rozegrał zaledwie jedno spotkanie. W ten sposób umiejętności senegalskich piłkarzy zostały brutalnie zweryfikowane. Nie zmieniało to jednak faktu, że jak na Afrykę skład ten był niezwykle mocny, predysponujący Senegal do gry o medale na PNA.
Szansę potwierdzenia swojej wartości Senegalczycy dostali już dwa lata później. Zaledwie jedno zwycięstwo w grupie nad słabiutką Kenią oraz remisy z Mali i Burkina Faso wystarczyły by zająć drugie miejsce w grupie B, tuż za Mali. Porażki w ćwierćfinale z gospodarzem oraz późniejszym zwycięzcą, Tunezją, nie uznano jeszcze za powód do lamentu, chociaż przesadnej radości z tego powodu nie sposób było uświadczyć w Senegalu. Priorytetem był awans na kolejny Mundial, i dopiero to, co stało się półtora roku później wstrząsnęło krajem. "Lwy Terangi" w momencie rozpoczęcia eliminacji wraz z Polską zajmowały 26. miejsce w światowym rankingu, będąc na podium biorąc pod uwagę tylko Afrykę. Grupę eliminacyjną wygrało jednak Togo, które w analogicznym czasie... znajdowało się pod koniec setki rankingu i otwierało trzecią dziesiątkę w Afryce. Bardziej prawdopodobny był nawet awans Zambii na światowy czempionat. Odpadnięcie Senegalu nie wzbudziło jednak aż tak ogromnej sensacji w piłkarskim świecie, jakby się można tego spodziewać. W tych eliminacjach poległy cztery inne czołowe afrykańskie reprezentacje w rankingu FIFA - los "Lwów Terangi" podzieliły Kamerun, Nigeria, Egipt oraz Maroko. Dość powiedzieć, że spośród pierwszych jedenastu ekip awansowała tylko Tunezja.
Drugie miejsce zajęte przez Senegal pozwoliło przynajmniej dostać się na mistrzostwa kontynentu, które tym razem zawitały do Egiptu. Czwarte miejsce przyjęto z umiarkowanym zadowoleniem, lecz "Lwy Terangi" dokonały niesamowitej rzeczy, w negatywnym tego słowa znaczeniu: awansowały do ćwierćfinału z zaledwie trzema oczkami na koncie! Taki dorobek punktowy oprócz Senegalu uzbierały ekipy Zimbabwe oraz Ghany. O kwalifikacji zadecydowała różnica bramek w meczach pomiędzy tymi drużynami. Najlepszym wynikiem legitymowali się podopieczni Abdoulaye Sarra, który poprowadził drużynę w dwóch ostatnich meczach eliminacji. Wystarczyłoby jednak żeby "Lwy Terangi" nie strzeliły drugiej bramki pod koniec spotkania z Zimbabwe, a w ćwierćfinale zagrałaby Ghana. Ćwierćfinałowe zwycięstwo z Gwineą oraz porażki z Egiptem i Nigerią dały w efekcie wspomniane czwarte miejsce. Czy ten wynik oznaczał powolny powrót na afrykańskie szczyty?
Bolesny upadek
Otóż nie, de facto to dopiero tutaj rozpoczyna się długa droga w dół. Funkcję selekcjonera objął Henryk Kasperczak, który wpierw poprowadził Senegal do sukcesu w eliminacjach. Nie było to zbyt trudne zadanie, w końcu rywalami w eliminacjach były reprezentacje Mozambiku, Tanzanii oraz Burkina Faso. To kwalifikacje dały pierwszą oznakę niepokoju fanom Senegalu, który w meczach wyjazdowych nie wygrał ani razu. Efekty były tragiczne - Kasperczak zrezygnował z pracy jeszcze w trakcie turnieju trwającego w Ghanie, gdy Senegal stracił szanse na awans już po dwóch spotkaniach. Silniejsze od "Lwów Terangi" okazały się Tunezja i Angola, które pożegnały się z afrykańskim czempionatem już w kolejnej rundzie.
Kolejny cel był jasny - awans na mistrzostwa świata, które pierwszy raz rozegrane miały być na "Czarnym Lądzie". Eliminacje do Mundialu połączone były z kwalifikacjami do Pucharu Narodów Afryki. Takiej katastrofy jaka się wydarzyła, chyba nikt nie był w stanie przewidzieć. Senegal odpadł już w drugiej rundzie eliminacji, co oznaczało koniec marzeń o udziale w jakimkolwiek wielkim turnieju w 2010 roku. Fazę grupową "Lwy Terangi" ukończyły na trzecim miejscu, oglądając plecy Algierii oraz... Gambii. Czemu się jednak dziwić, jeżeli z wyjazdów Senegalczycy przywieźli zaledwie dwa punkty, nie potrafiąc wygrać z Liberią, lub remisując dwukrotnie z Gambią? Senegal był zaledwie pięć minut od awansu do kolejnej rundy, jednak Gambia wyrównała stan meczu w samej końcówce. Wściekłość tłumu nie miała granic. Na murawę powędrowało wszystko, co kibice mieli pod ręką, w szczególności kamienie i butelki. W Senegalu rozpoczęły się zamieszki, kibice gromadzili się wokół stadionu narodowego. Piłkarze obydwu reprezentacji zostali w szatni, bojąc się reakcji rozwścieczonego tłumu. Cały teren wokół stadionu pokryty został dymem. Kibice czekali na piłkarzy z kamieniami w dłoniach. Właśnie w ten sposób upadł mit złotej generacji z 2002 roku. Jasnym się stało, że musi ona odejść, na czele z El-Hadji Dioufem. Ustąpiła ona miejsca nowej fali zawodników - nienasyconych, żądnych trofeów, pełnych werwy i ambicji. Reprezentacji potrzeba było dopływu świeżej krwi.
Czas zmian
Przeprowadzenie rewolucji w kadrze powierzono Amarze Traore, jednemu z uczestników pamiętnego Mundialu. Cel był prosty - zdobycie medalu na turnieju w Gwinei Równikowej i Gabonie miało być ważnym przystankiem w drodze na Mistrzostwa Świata w Brazylii. Wielu wierzyło, że obecne pokolenie może nawet poprawić wynik z 2002 roku. Traore swoją pracę rozpoczął od wyzbycia się praktycznie wszystkich uczestników azjatyckiego turnieju. Według wielu plotek stara gwardia często decydowała o tym, jacy piłkarze będą grać w kadrze a jacy nie, ustalali również skład i taktykę. W Afryce nie jest to nic specjalnie dziwnego, jednak zaistniała sytuacja wymagała rewolucji.
Senegal przeszedł przez eliminacje jak burza, zdobywając 16 punktów na 18 możliwych, tracąc tylko dwie bramki w pierwszym meczu eliminacyjnym. W pokonanym polu "Lwy Terangi" pozostawiły wyżej notowany Kamerun. Senegal z miejsca stał się faworytem afrykańskiego czempionatu. To zupełnie normalne, jeśli spojrzy się na skład, zwłaszcza formację ataku. Najlepszy strzelec francuskiej Ligue 1, Moussa Sow, drugi najlepszy strzelec w poprzednim roku kalendarzowym angielskiej Premier League Demba Ba, czy czołowy snajper Bundesligi w osobie Papissa Cisse. Jeśli dołożymy do tego grona Mamadou Nianga, Dame N'doye oraz Souleymana Camarę uzyskujemy pełen obraz ofensywnej siły Senegalu. Na turniej nie pojechał chociażby Baba Diawara, który przed paroma dniami sfinalizował swój kontrakt z hiszpańską Sevillą. Takimi napastnikami nie pogardziłyby nawet najlepsze reprezentacje na świecie. Nastrój euforii tylko poprawiło losowanie grup turnieju finałowego. Wylosowanie najsłabszej drużyny w historii tych rozgrywek, Gwinei Równikowej oraz Zambii i Libii uznano za świetny prognostyk przed walką o medale.
Wielkie nadzieje, bolesne rozczarowanie
Turniej okazał się totalną klapą, którą zagwarantowała głównie formacja defensywna. Wysunięta i niezgrana ze sobą linia obrony popełniała katastrofalne błędy w pierwszym meczu z Zambią, w prezencie podarowała dwie bramki rywalom.
- Przegraliśmy bitwę, ale nie wojnę. Ten rezultat spowoduje, że obudzimy się, pomoże to nam z psychologicznego punktu widzenia - selekcjoner Senegalu szukał pozytywów nawet w porażce. Wojna została jednak przegrana z kretesem. Gdy "Lwy Terangi" doprowadziły do remisu w ostatniej minucie meczu z gospodarzami, mieli jeszcze cień szansy na wywalczenie awansu w ostatniej kolejce. Wszyscy spodziewali się, że jeszcze w doliczonym czasie gry przycisną międzynarodową ekipę grającą pod szyldem Gwinei Równikowej. Rywale jednak odgryźli się - strzał życia oddał Kily Alvarez, grający na co dzień w czwartej lidze hiszpańskiej, zabierając Senegalczykom nadzieje na awans i przerwanie czarnej serii niepowodzeń.
Senegalscy piłkarze unikali kamer niczym Franciszek Smuda psychologów, zasłaniając obiektywy oraz własne twarze, ale czemu tu się dziwić? Podobnie jak i cztery lata wcześniej Senegal odpadł już po dwóch kolejkach. W kraju znowu działy się dantejskie sceny, przypominające 2009 rok i wydarzenia tuż po meczu z Gambią. Piłkarzom oraz selekcjonerowi zdecydowanie nie pomogły ich tłumaczenia po klęsce.
- Daliśmy z siebie wszystko, jestem zadowolony z moich podopiecznych, zrobili wszystko co w ich mocy. Oczywiście nie jestem zadowolony z tego wyniku, chcieliśmy odegrać poważniejszą rolę. Ten turniej stanowi dla nas okazję do nauki, jako że wielu naszych piłkarzy nie grało wcześniej na PNA. - tłumaczył Amara Traore, który zapytany o to, czy zrezygnuje odpowiedział krótko. "Nie ma mowy". Wypowiedzi piłkarzy również można sprowadzić do wspólnego mianownika - "to nasza wina, lecz wyciągniemy wnioski na przyszłość", "zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy", "mieliśmy sporo okazji, lecz zabrakło nam szczęścia". Okazje może i były, jednak z celnością było gorzej. Idealny przykład stanowi tu Demba Ba. W Premier League drogę do siatki znajduje co czwarty jego strzał. W PNA 2012 oddał dziesięć uderzeń, zaledwie jedno celne. Bramki oczywiście nie strzelił.
Piłkarze Gwinei Równikowej w meczu z Senegalem mieli nieoczekiwanych sympatyków. Fani Newcastle United liczyli na jak najszybsze odpadnięcie "Lwów Terangi", gdyż dzięki temu na St. James' Park szybciej powróci wspomniany Demba Ba oraz świeży nabytek z Freiburga, Papiss Cisse. Jeden z kibiców "Srok" stwierdził: "nigdy nie spodziewałbym się, że będę tak bardzo cieszył się z bramki Gwinei Równikowej", inny zagrzewał gospodarzy parafrazą hasła sympatyków NUFC: "HOWAY EQUATORIAL GUINEA ME BONNY LADS!!".
Na nieszczęście senegalskiej federacji, przedłużyła ona kontrakt z Amarem Traore na niedługo przed rozpoczęciem feralnych mistrzostw. Nowa, 3-letnia umowa wisiała jednak przez pewien czas na włosku ze względu na rozbieżności finansowe. Traore chciał pobierać z kasy związku prawie 24 tysiące dolarów miesięcznie. Ile ostatecznie udało mu się wynegocjować w rozmowach z federacją oraz ministerstwem sportu (!) nie wiemy, jednak senegalscy odpowiednicy Grzegorza Laty i spółki mają nie lada problem - pierwotnie kontrakt miał być przedłużony w wypadku wygrania PNA, plan minimum zakładał półfinał. Dodatkowo postawiono przed nim zadanie wygrania afrykańskich czempionatów w 2013 i 2015 roku oraz awans na Mundial w Brazylii, który odbędzie się za dwa i pół roku. Traore jednak nie zamierza rezygnować z ciepłej oraz dobrze płatnej posadki. Jak wobec tego zachowa się senegalski związek i ministerstwo sportu nie wiemy jeszcze, chociaż możemy snuć przypuszczenia graniczące z pewnością, że Traore musi już szykować CV i zacząć szukać nowej pracy.
Potęga czy nie?
Czy wobec tego Senegal można traktować jako afrykańskiego potentata? I tak, i nie. Z jednej strony, suche statystyki z ostatniej dekady są zatrważające dla fanów "Lwów Terangi". Po azjatyckim Mundialu nastąpiło pięć edycji Pucharu Narodów Afryki. Senegal zakwalifikował się do czterech, dwukrotnie kończąc rywalizację na fazie grupowej, raz odpadając w ćwierćfinale i raz zajmując czwarte miejsce. Reprezentacja ta nie dostała się do dwóch kolejnych Mundiali, mimo iż Afrykę reprezentowało w tym czasie dziewięć różnych drużyn, w tym dosyć egzotyczne piłkarsko Togo czy Angola.
Również historia nie przemawia za Senegalem - pojedynczy występ na światowym czempionacie, oraz zaledwie jeden, srebrny medal PNA (z 2002 roku) to bardzo skromny dorobek. "Lwy Terangi" nie wygrały mistrzostw kontynentu nawet wtedy, gdy same organizowały turniej. Odpadły w ćwierćfinale. Od tego wydarzenia mija właśnie 20 lat. Pod względem ilości występów w tym turnieju klasyfikuje się na 11. miejscu z dwunastoma występami. W zestawieniu wszechczasów Senegal okupuje to samo miejsce. W turnieju finałowym zagrał 43 mecze, wygrywając 15, remisując 11 oraz przegrywając aż 17 spotkań.
Upadek "Lwów Terangi" dobrze ilustruje przypadek El-Hadji Dioufa, bodaj najbardziej znanego senegalskiego piłkarza w naszych czasach. Przed dekadą występował w średnim klubie jak na skalę europejską, jednak na Mundialu wypromował się i trafił do topowego klubu, jakim z pewnością był Liverpool. Tam się jednak zupełnie nie sprawdził i powoli zaczął zjeżdżać z drabiny symbolizującej hierarchię w futbolu, co roku prezentując się coraz gorzej. Dzisiaj gra w Doncaster Rovers, najsłabszym zespołem Championship, czyli zaplecza angielskiej Premier League. Diouf stał się poniekąd ofiarą słabych wyników Senegalu oraz kozłem ofiarnym, jednak swą postawą na pewno nie przyczynił się do poprawy sytuacji.
Jedynym argumentem przemawiającym za siłą Senegalu są... piłkarze. Teoretycznie to najważniejszy składnik w procesie budowy silnej ekipy, jednak jak widać niewystarczający. Wspominałem już o największych gwiazdach, jednak łączy je to, że są zawodnikami na wskroś ofensywnymi. Oczywiście, jest paru dobrych obrońców, takich jak Souleymane Diawara czy Abdou Kader Mangane, lecz cała formacja nie zdała najważniejszego egzaminu - tegorocznego turnieju. Być może potrzebuje po prostu czasu, gdyż średnia wieku obrońców powołanych na PNA 2012 wyniosła 24,4 lata, podczas gdy średnia całej drużyny jest wyższa o niecałe 2 lata. Nie wspominam tu już o bramkarzach, gdyż z tym problemem boryka się większość afrykańskich reprezentacji. Nawet te najlepsze.
Na pytanie czy Senegal należy do afrykańskich potentatów każdy z nas musi odpowiedzieć sobie sam. Czy bardziej liczą się same nazwiska, skład personalny, czy może bardziej liczą się turniejowe wyniki, statystyka? Z odwrotnym problemem boryka się Urugwaj. Mimo iż na dwóch kolejnych turniejach był najlepszą drużyną z Ameryki Południowej, przed kolejnymi rozgrywkami kibice oraz fachowcy i tak będą stawiać na przemian to na Brazylię, to Argentynę, umieszczając Urugwaj dopiero na trzecim miejscu. To samo tyczyło się Realu Madryt. "Królewscy" nie potrafili przebrnąć 1/8 finału Ligi Mistrzów przez sześć kolejnych edycji. Mimo to co roku byli wymieniani w pierwszym rzędzie kandydatów do zwycięstwa w tych rozgrywkach. Często przywiązujemy się do wyrobionej kiedyś opinii, jednak zawsze nadchodzi pora ich weryfikacji.






















