poniedziałek, 6 lutego 2012

Nie ma już gospodarzy


Zgodnie z moimi przewidywaniami, niedzielne ćwierćfinały były zdecydowanie bardziej wyrównane niż pojedynki sobotnie. Co ciekawe, po raz kolejny doszło do sytuacji, w której przyszło nam oglądać jednego dnia dwa bardzo podobne spotkania. W sobotę faworyzowane drużyny postanowiły wygrać 3:0, natomiast wczoraj umówiły się na zacięte 1:1. Do prawdziwej symetrii zabrakło nam tylko rzutów karnych w pojedynku Ghana-Tunezja.

W pierwszym meczu ćwierćfinałowym doszło do prawdziwego dramatu gospodarzy. Kiedy w 55. minucie największa gwiazda Gabonu - Pierre-Emerick Aubameyang asystował przy bramce Erica Mouloungui, wydawało się że będzie to wieczór wychowanka AC Milan. Mijały minuty, a Gabon z każdą upływającą sekundą był bliżej upragnionego, półfinałowego pojedynku z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Misternie budowana konstrukcja runęła w 84. minucie, kiedy wprowadzony kilka minut wcześniej Cheick Diabate doprowadził do wyrównania. Prawdziwy dramat Gabonu i wyżej wspomnianego Pierre-Emericka Aubameyanga rozpoczął się, kiedy ten podszedł do jedenastki i zrobił coś takiego:


Chwilę później Mali wygrało konkurs jedenastek, który decydował o awansie do półfinału i serca, umysły oraz dusze gabońskich fanów pogrążyły się w smutku. Największa gwiazda drużyny zawiodła w najważniejszym momencie i Gabon swoje marzenia o wielkiej chwale musi odłożyć na potem. A Malijczycy? Jak to Malijczycy, przepchnęli się przez rozgrywki grupowe, teraz uciekli spod gilotyny w meczu z Gabonem - czy starczy im szczęścia na mecz z Wybrzeżem Kości Słoniowej?

Wyrównany, aczkolwiek nudny pojedynek zafundowały nam drużyny Ghany i Tunezji. Dość szybko na prowadzenie po ciekawie rozwiązanym rzucie rożnym wyszły Czarne Gwiazdy, lecz Orły Kartaginy doprowadziły do wyrównania jeszcze przed przerwą. W drugiej połowie obie reprezentacje bały się postawić wszystko na jedną kartę. Tunezyjczycy ewidentnie czekali na dogrywkę i karne, natomiast Ghana niby próbowała, niby się starała, lecz więcej w tym było udawania niż prawdziwego futbolu. Mocno przeciętny poziom spotkania podsumowała katastrofalna interwencja tunezyjskiego bramkarza, który w 101. minucie meczu pogrzebał szanse reprezentacji Tunezji na awans do półfinału. Przez ostatnie minuty meczu Orły Kartaginy rzuciły się do rozpaczliwych ataków, lecz wrzutki "na aferę" nie przyniosły zamierzonego rezultatu i po nudnych, niezbyt przyjemnych dla oka dwóch godzinach piłkarskiej męczarni, do kolejnej rundy awansowała Ghana.

Teraz czas na półfinały. W środę zmierzą się ze sobą Wybrzeże Kości Słoniowej z Mali oraz Ghana z Zambią. O tych meczach już wkrótce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz