poniedziałek, 13 lutego 2012

To nie miało szans powodzenia


Nad podsumowaniem turnieju cały czas dzielnie pracujemy. W tak zwanym "międzyczasie" postanowiłem już na spokojnie, z chłodną głową przeanalizować to, co wydarzyło się zeszłego wieczoru. A doszło do rzeczy niesłychanych i niesamowitych.

Pierwsza rzecz niesłychana - kasa, kasa, kasa...

Przeglądając najpopularniejszy i chyba najbardziej miarodajny portal wyceniający poszczególnych zawodników - transfermarkt.de doznałem lekkiego szoku. Otóż, według ekspertów tworzących witrynę, cała reprezentacja Zambii warta jest mniej więcej tyle, co... ćwierć pomocnika Manchesteru City - Yayi Toure. Wszyscy piłkarze "Chipolopolo" razem wzięci zostali wycenieni przez transfermarkt.de na 8.775.000 €, natomiast gwiazda Premiership na bagatela - 35.000.000 €. Co więcej, na ławce rezerwowych siedział zawodnik (i nawet się z niej nie podniósł!), który od reprezentacji Zambii droższy jest o ponad 14 milionów euro. Mowa tu o napastniku CSKA Moskwa - Seydou Doumbii. I już na sam koniec finansowej wyliczanki, wczoraj rzuty karne przestrzelili piłkarze o łącznej wartości 38.500.000 €. Warto dodać, że najwyżej wycenianym piłkarzem Miedzianych Pocisków jest Emmanuel Mayuka - za niego, według transfermarkt.de, trzeba zapłacić całe 4.500.000 €. On karnego trafił bez problemu.

Druga rzecz niesłychana - czyste konto

Jeśli ktoś przed turniejem powiedziałby mi, że Wybrzeże Kości Słoniowej nie przegra w regulaminowym czasie żadnego meczu, przy tym nie tracąc żadnej bramki i mimo to, nie wygra Pucharu Narodów Afryki, śmiało stwierdziłbym, że mam do czynienia z osobą niepoczytalną. Piłka nożna pokazała jednak po raz kolejny swój niesamowity charakter i udowodniła, że absolutnie wszystko jest możliwe.

Trzecia rzecz niesłychana - Duchy Zambii

Zambia Puchar Narodów Afryki wygrała po raz pierwszy w historii i absolutnie niesamowite jest to, że zdobyła go w miejscu, gdzie w 1993 roku doszło do wielkiej narodowej tragedii. Patrząc na modły Zambijczyków po wygranej serii rzutów karnych i na zdjęcia takie jak te, które zamieściłem poniżej, sprawiają, że zaczynam wierzyć w duchy.


“You may be gone, but you will never be forgotten. We’ve come here 19 years after to pay tribute and to say thank you for everything that you did for mother Zambia,” Bwalya said to his former team-mates. Then, he turned to the men who will take the field on Sunday. “I’m sure the boys up there will be watching.”

Call it enormous expectation, call it destiny, call it one of the little miracles that make sport about so much more than a game, but this what Zambia have to play for. The only thing standing between them and a poetic ending are 11 Ivorians. Not just any Ivorians, the golden generation of the country’s footballers who have their own destiny to fulfil.

Czy po tych słowach można było przegrać?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz