Puchar Narodów Afryki 2012 odszedł już do historii. Turniej ten z pewnością nie będzie wspominany przez nas za kilkanaście, kilkadziesiąt lat, nie będziemy o nim opowiadać wnukom. Brak potęg dosyć wyraźnie odbił się na poziomie piłkarskim czempionatu. Wszystko to jednak bladnie przy wspaniałym finale jaki zafundowali nam piłkarze Zambii i Wybrzeża Kości Słoniowej. Szybkie tempo narzucone od początku spotkania, słupki, poprzeczki, niewykorzystany karny oraz tragiczna historia reprezentacji "Chipolopolo" będąca w tle zagwarantowały niesamowitą noc. Nadszedł jednak czas podsumowań PNA 2012.
Bramka turnieju
Piękne trafienia to to, co najmocniej przemawia do świadomości widzów i stanowi najlepszą reklamę dla turnieju. Faworytów było kilku - kapitalny rajd Gervinho, który zapewnił WKS-owi przepustkę do finału czy wspaniała, choć przypadkowa bramka Camary z meczu z Ghaną. W tym samym spotkaniu niesamowitym trafieniem popisał się jednak Emmanuel Agyemang-Badu i to jego trafienie można uznać za najpiękniejsze.
Największe odkrycia
Od fazy grupowej dwóch zawodników znacznie wybiło się na tle niemrawej reszty - Youssef Msakni z Tunezji oraz Emmanuel Mayuka, reprezentujący barwy nowych mistrzów Afryki. 21-letni zawodnik Esperance Tunis posiada niesamowitą lekkość w dryblingu, mijając rywali niczym nieruchomo stojące tyczki. Z pewnością znalazł się na liście życzeń europejskich scoutów, gdyż ma zadatki na dobrego, a nawet bardzo dobrego piłkarza.
Trochę inaczej ma się sprawa z Mayuką - uważni obserwatorzy z pewnością natknęli się już nie raz na jego nazwisko. Na co dzień reprezentuje barwy Young Boys Berno, w tym sezonie w barwach szwajcarskiej drużyny zdobył już jedenaście bramek. Szybkość, zwrotność i ambicja to jego główne zalety. Obrońcy grając przeciwko takiemu zawodnikowi muszą być podwójnie skoncentrowani, gdyż moment nieuwagi może się źle skończyć. Jego trzy bramki otworzyło Zambii drogę do tytułu.
MVP turnieju
Wybór jest tu oczywisty, i zgodny z decyzją organizatorów. Christopher Katongo. Obecnie gra w Chinach, lecz w Europie furory nie zrobił, zahaczając o takie kluby jak Arminia Bielefeld czy Skoda Xanthi. Szału nie ma, lecz po takim występie na boiskach Gwinei Równikowej i Gabonu z pewnością ustawi się po niego kolejka chętnych. Najlepiej w pakiecie z Mayuką - ten duet niesamowicie ze sobą współpracował przez cały czas trwania turnieju.
Największy dramat
Z pozoru za taki uznać można niewykorzystanie karnego przez Didiera Drogbę. Człowiek o statusie pół-Boga we własnej ojczyźnie miał poprowadzić ją do długo wyczekiwanego sukcesu, jednakże swoim strzałem oddalił, a nawet przekreślił szanse na zdobycie trofeum... Za większe nieszczęście uznaję jednak przypadek Pierre-Emericka Aubameyanga. Największa gwiazda reprezentacji Gabonu oraz najlepszy strzelec miał poprowadzić gospodarzy do półfinału. W 1/4 jednak jako jedyny nie trafił - koledzy musieli go długo pocieszać po tym, jak cały zalał się łzami. To tak jakby w ćwierćfinale Euro 2012 gwóźdź do polskiej trumny przybił Robert Lewandowski swym nieudanym uderzeniem.
(karny Aubameyanga od 10:15)
"Popisy" bramkarzy
Kennedy Mweene - to nazwisko bardzo dobrze zapamiętają kibice oglądający finał. Już w pierwszym dniu rozgrywek stał się obiektem kpin po tym jak udowodnił, że linie pola karnego nie mają dla niego żadnego znaczenia...
W finale o mały włos nie powtórzył tego wyczynu - gdy złapał jedną z piłek, nogami był poza własnym polem karnym. Trzeba mu jednak oddać iż był jednym z lepszych, jeśli nie najlepszym bramkarzem turnieju. Na początku półfinałowego spotkania z Ghaną wybronił karnego wykonywanego przez Asamoaha Gyana. Późniejsza bramka Mayuki dała awans do upragnionego finału.
Jeśli chodzi o jedenastki, to ten turniej był bardzo udany dla bramkarzy - z siedmiu strzałów z linii jedenastego metra tylko trzy znalazły drogę do siatki. Prawdziwym urokiem afrykańskich czempionatów są jednak bramkarskie wtopy. Najefektowniejszą i najdotkliwszą w skutkach popełnił tunezyjski bramkarz, Aymen Mathlouthi, który do fachowców w swej specjalizacji z pewnością nie należy. To ten błąd zabrał jego rodakom szansę na awans do półfinału, już w dogrywce meczu z Ghaną.
(od 1:37)
Klęski faworytów
Jeżeli ktoś myślał, że sensacje w PNA 2012 zakończyły się w eliminacjach, to był w sporym błędzie. Jadąca po medal reprezentacja Senegalu oraz Maroko, które przyjechało go Gabonu z niemniejszymi ambicjami odpadły już po dwóch kolejkach fazy grupowej. Podopieczni Erica Geretsa nie pozostawili po sobie złego wrażenia, lecz brak awansu został uznany za tragedię. A Belg nie został zwolniony, gdyż musiałby otrzymać zbyt duże odszkodowanie. Czwarte miejsce dla Ghany w tym kraju również uznane zostało na porażkę. Liczyło się tylko złoto.
Postawa gospodarzy
Międzynarodowa zbieranina przypadkowych piłkarzy, jakich nie powstydziłby się Franciszek Smuda, grająca pod szyldem Gwinei Równikowej zupełnie niespodziewanie awansowała do ćwierćfinałów. Pokonanie faworyzowanego Senegalu pozostaje największym sukcesem w historii tejże reprezentacji, najsłabszej jaka kiedykolwiek pojawiła się na tym turnieju. Piłkarze nie mogą być niezadowoleni - tylko za pokonanie Libii dostali milion dolarów do podziału. Szanse awansu do strefy medalowej pogrzebali jednak w meczu z Zambią. Porażka zdecydowała o tym, iż w ćwierćfinale nie trafili na Sudan, tylko Wybrzeże Kości Słoniowej.
Drugi, mniej medialny gospodarz Gabon również poradził sobie całkiem nieźle. Historię ich odpadnięcia już znamy, lecz w fazie grupowej odprawili wspomniane wcześniej Maroko po fantastycznym meczu obfitującym w liczne zwroty akcji, oraz bramki w ostatnich minutach gry.
Polskie akcenty
Wszelcy tropiciele polskich wątków w wielkich turniejach mieli w tym roku ułatwione zadanie. W druzynie Burkina Faso znalazło się dwóch przedstawicieli naszej rodzimej Ekstraklasy. Zarówno Abdou Razack Traore jak i Prejuce Nakoulma nie poszaleli w reprezentacji "Ogierów", nie mówiąc już o wypromowaniu się, pokazaniu swych umiejętności szerszej publiczności.
... and the Oscar goes to...
Narcisse Ekanga! Reprezentant Gwinei Równikowej uznany został już najgorszym symulantem na świecie i jest żywym dowodem na to, iż nadmierne oglądanie El Clasico szkodzi. Tego się nie da opisać słowami, to po prostu trzeba zobaczyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz